czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział 66

 Zjadłam śniadanie i siedziałam u siebie w pokoju oglądając 3 metry nad niebem.
To było świetne. Poryczałam się, że masakra. Potem Aśka napisała mi sms'a: "Wejdź na ciacha.net."
Tak też zrobiłam wpisałam nazwę portalu i to co tam zobaczyłam przeraziło mnie.
 Nazwa artykułu głosiła"Nasza stara przyjaciółka wróciła. Tym razem w towarzystwie...."
Kliknęłam na nagłówek artykułu i wyskoczył mi jego ciąg dalszy.
"Chodzi o to, że wróciła nasza kochana koleżanka, którą jeszcze ponad rok temu widywało się w towarzystwie naszego Bartka Kurka. Niby to była jego dziewczyna ale wiecie coś chyba im nie wyszło, bo najpierw Bartek pojawił się z tą dojrzałą kobietą jak to wtedy określiłyśmy na zakupach,a ona sama była widziana w towarzystwie Juantoreny w jednej z galerii w Trydencie i na jednym z meczów ale chyba znudziły jej się Włoskie kierunki i Kubański temperament przyjmującego, bo teraz była widziana z naszym kochanym Wronką. Myślicie, że to coś poważniejszego? Czy może tylko przyjaźń? No bo patrzcie ładna to ona rzeczywiście jest ale co takiego może w sobie mieć, żeby najpierw był w niej zakochany Kurek, potem Osmany a teraz Wrona? Wie ktoś jak ma w ogóle na imię ta dziewczyna?!"
-Ja pierdziele.-powiedziałam,a moje oczy znów zaszły łzami.
To chyba mój najgorszy tydzień w życiu. Nagle do mojego pokoju wpadła mama:
-Ania musimy pogadać o tym co się stało.-powiedziała moja mama.
-Wiesz....To chyba nie jest najlepszy moment.-powiedziałam i ukryłam twarz w poduszkę.
-Ania co się dzieję?
-Nic. Musze chwilę pobyć sama.-odpowiedziałam.
Ta usiadła na łóżku i wzięła mojego laptopa po czym zaczęła czytać artykuł.
-Co to jest Ania?
-Ogólnopolski portal plotkarski o sportowcach i ich dziewczynach gdzie co jakiś czas pojawiają się moje zdjęcia i artykuły w, którym od czasu do czasu chodzi o mnie.
-Jak chcesz możemy coś z tym zrobić. Pójdziemy do adwokata oskarżymy ten portal o naruszenie twojej prywatności i wymusimy na nich usunięcie materiału gdzie występujesz.
-Nie mamo. To nie ma sensu. Przejdzie mi. Tu nie chodzi o ten artykuł. Mam już w dupie to co o mnie ludzie myślą. Po prostu mam gorszy okres ale nie chcę o tym gadać. Potrzebuje czasu.-powiedziałam nadal nie odrywając twarzy od poduszki.
-Dobrze ale pamiętaj jakbyś chciała się wygadać jestem do dyspozycji.-powiedział i wyszła.
Nie chciałam siedzieć w pokoju jak kołek. Postanowiłam zrobić coś pożytecznego i coś co by zabiło trochę mojego wolnego czasu i moje myśli, których miałam już dość. Potrzebowałam o tym wszystkim zapomnieć. Wzięłam lakier do paznokci oraz moją całą szkatułkę na biżuterię, którą przytargałam z Włoch sama nie wiem po co. Poszłam do łazienki umyłam się i ubrałam,a potem usiadłam na wygodne łóżku. i zaczęłam malować paznokcie. Gdy włączyłam telewizor i przełączyłam program na Vive. Słuchałam muzyki i czekałam aż mi paznokcie wyschnął.  Nagle te mutanty zaczęły się schodzić do mojego pokoju. Przez słowo mutanty rozumiem tą doskonałą 3 z Trentino. Usiedli obok mnie na kanapie i mi się przyglądały:
-Co wam jest? Jestem brudna czy co?-zapytałam się.
-Nie.-odpowiedzieli na raz.
-To o co wam chodzi?-burknęłam sprawdzając czy wyschły mi już paznokcie.
-O nic. Nawet patrzeć już nie możemy?-zapytał Juantorena.
-Zresztą. Kij wam w oko. Róbcie co chcecie.-powiedziałam otwierając i zabierając się za porządkowanie swojej biżuterii.
-Ile ty tego masz.-powiedział Raphael.
-Trochę się nazbierało. Jedna bransoletka nie jest moja.
-To co tu robi?
-Znaczy dostałam ją od kogoś ale już nic od tego kogoś nie chcę i w sumie to muszę się z tą osobą spotkać i jej to oddać.
-Były jakiś co?-zaśmiał się Raphael.
-Nie głupi błąd....-powiedziałam i na chwilę spojrzenie moje i Kubańczyka skrzyżowało się.
Układałam swoją biżuterie, a chłopacy rozmawiali o meczu i o tym jak będą świętować jak już wygrają ze Skrą.
-Skra wam skopie dupy więc nawet nie próbujcie wymyślać jak bd świętować, bo na pewno nie będziecie tego robić.
-Skra to słabeusze. Czasem mają lepsze dni.
-Wy jesteście słabeuszami tylko czasem macie lepsze dni  i wygracie z kimś w miarę dobrym. Ale szału nie ma dupy nie urywa w waszej grze.
-A chcesz się założyć, że wygramy ze Skrą?-zapytał Kubańczyk.
-Z tobą się nie zakładam.-powiedziałam.
-Tak? A to niby czemu?-dopytywał się.
-Bo tak.-odpowiedziałam i zabrałam już swoją szkatułkę na biżuterie z pięknie ułożonymi dodatkami.
Po czym położyłam ją na półce.
-To my musimy się już zbierać na zebranie nie Kazyiski?
-Tak jasne. Racja.-powiedział.
-No to pa.-powiedział rozgrywający i przyjmujący.
-A ty co nie idziesz na zebranie?
-Kontuzje mam. -Wskazał na swój zabandażowany bark i ramię.
-Dobrze Ci tak.-burknęłam cicho.
-Chyba się przesłyszałem.-powiedział Kubańczyk i zbliżył się do mnie.
-Nie....Nie przesłyszałeś się. Teraz wyjdź z mojego pokoju,bo naprawdę nie mam ochoty na spędzanie czasu w twoim towarzystwie.-powiedziałam.
Przyjmujący tylko zrobił maślane oczy, prosząc jeszcze bym z nim pogadała lecz ja wskazałam mu tylko drzwi po czym usiadłam na kanapie i zadzwoniłam do środkowego:
  -Hej.-powiedział środkowy.
-Witaj. Mam pytanko?-zapytałam
-Wal śmiało.
-Siedzisz w tym zamkniętym dla graczy i rodzin itp itd.
-No...
-To git.
-A ty też?
-A jak.-uśmiechnęłam się.
-To co. Spikniemy się jakoś w tym sektorze?
-Jasne. Będziemy się na całą mordę wydzierać SKRA BEŁCHATÓW!
-Hahahaha. Ok to do zobaczenia na hali.
-Na razie.-odpowiedziałam i zakończyłam połączenie.
Zeszłam na dół. Obserwowałam jak chłopacy przygotowują się do meczu. Nie było w nich szczególnego spięcia. Juantorena jedynie ponarzekał, że coś na treningu naciągnął i było wiadome, że nie zagra.Oczywiście jak to Osmany musiał się na kimś wyżyć, że oczywiście nie miał nikogo innego pod ręką niż mnie przy pierwszej lepszej okazji zaczął krzyczeć.  Ja szłam tylko do łazienki, a mu coś nie pasowało.
-Weź zejdź mi z drogi! Spieszę się!
-1. Nie krzycz na mnie, bo jesteś w hotelu, a nie na siłowni  i nie jestem żadnym twoim workiem treningowym, Jak chcesz to wyżyj się na tej Sienit czy jak jej tam. 2 Ciekawe gdzie się spieszysz...... Przecież i tak dobrze wiesz, że będziesz siedział na trybunach.....
-Nie pozwalaj sobie!
-Nie! To ty sobie nie pozwalaj. Mam ciężkie dni chujowo się czuję więc może Ci się stać coś złego jak jeszcze raz podniesiesz na mnie głos i nie zejdziesz mi z oczu!-powiedziałam.
-Jesteś nienormalna.
-Mówi to popierdolony.-powiedziałam i trzasnęłam drzwiami.
Po jakiś 4 minutach ktoś wparował do mojego pokoju.
Ktoś to znaczy tata.
-Masz kluczyki i dokumenty od mojego auta jak chciałaś.
-Dzięki.
-Mam do Ciebie prośbę.
-Jaką??-zapytał.
-I tak jedziesz na ten mecz i tak będziesz siedzieć na trybunach. Ustaliliśmy z trenerami, że nie ma potrzeby, żeby Juantorena jechał z nami. To byś może go zabrała?-zapytał się.
-Nie...-odpowiedziałam bez żadnego zawahania.
-Anka...Czemu?? Co on Ci zawinił?
-Nie chcę o tym gadać. Po prostu ostatnimi czasy się nie dogadujemy.
-Ale to nie jest powód, żebyś go nie zabrała na mecz i tak przy okazji jedziesz.
-Ale nie tato!
-Proszę Cię zabierz go..
-Dobra.
-Dzięki Ci. Jesteś najlepszą córką jaką miałem.
-Nie martw się niedługo się to zmieni i będziesz mieć innego ulubieńca.
-Przestań...
-Dobra idź już, bo się rozmyśle i nie zabiorę tej wielkiej kubańskiej wszy.
Tata wyszedł z pokoju, a ja jeszcze chwilę posiedziałam na necie i w końcu zdecydowałam się ruszyć dupę, bo zostały jakieś 2 godziny do meczu,a sam dojazd zajmie nam godzinę.
Wpadłam do tymczasowego pokoju Juantoreny i Kazyiskiego po czym powiedziałam:
-Jedziemy.
-Już?
-Tak.
-Ale przecież twój tata mówił, że......
-Nie ważne co on mówił. Teraz robimy jak ja chcę. Umówiłam się na hali, że odszukam w naszym sektorze pewną osobę i będziemy razem kibicować Skrze. Także się bujnij.
-Dobra..-odpowiedział wstając z łóżka,a ja wyszłam z pokoju i poszłam  po torebkę, którą zostawiłam z swoim tymczasowym pomieszczeniu mieszkalnym.
Po torebce ani śladu. Poszłam więc do pokoju ojca, mojej łazienki, wróciłam się do pokoju Juantoreny i Kazyiskiego oraz poszłam drugi raz do swojego pokoju
-Jedziemy już?-zapytał zniecierpliwiony przyjmujący.
-Jak znajdę torebkę to pojedziemy.-powiedziałam zła.
-Tu jest.-odpowiedział pokazując na stolik w rogu pokoju.
-Dzięki. -powiedziałam po czym wyszliśmy z domu.
Odpaliłam samochód. Puściłam moją ukochaną płytę Coldplay i odjechaliśmy.
W połowie drogi Kubańczyk wyłączył radio.
-Pogadajmy.-powiedział.
-Nie mam o czym z tobą gadać.-powiedziałam patrząc na drogę.
-Chcę Ci wyjaśnić całą tą sytuacje.
-Nie masz mi co wyjaśniać. Zresztą mam Cię już w tyle... Miałam ciężki tydzień i chwilowo nie mam ochoty Cię słuchać. Zresztą wolałeś Sienit czy jak jej tam więc daruj sobie. Mi się tłumaczyć nie musisz.
-Ale chcę.-odpowiedział.
-Ale ja nie mam ochoty słuchać twoich ciągłych tłumaczeń. Skończmy ten temat, bo nie chcę o tym gadać. Jasne??-zapytałam wkurzona włączając znowu radio.
-Jak chcesz.-powiedział i odwrócił twarz do szyby.-Fajna ta Polska.
-Może być.-powiedziałam.
-Nie doceniasz tego co masz.
-Nie tobie to sądzić.-powiedziałam kierując autem.
-No, bo masz piękne życie. Rodziców, którzy Cię kochają, masz wszystko co chcesz, niczego Ci nie brak. Czepiasz się tylko szczegółów.
-Nie wiesz czy mam wszystko czy nie mam. Zresztą Osmany, co ty o mnie wiesz.
-Dużo chyba, nie?
-Chyba raczej nie. Nie mam wszystkiego czego chcę, bo rzeczy materialne w życiu są ważne ale nie najważniejsze.  Ja bardziej skupiam się na swoich uczuciach. Nie wiesz, że czasem czuję się cholernie samotna, że mam wszystkiego dość, że Italia mnie męczy, że mam dość całego tego szumu. W sobotę z Grześkiem zerwaliśmy, potem jeszcze byłą nasza rozmowa,  dziwny sen o moim byłym, potem jeszcze dowiedziałam się, że będę mieć rodzeństwo i były stwierdził, że jakby był na miejscu moich starych to też by sobie drugiego dzieciaka zrobić, bo jestem nie do wytrzymania, potem jeszcze pojawił się nieprzyjemny artykuł na temat mojej osoby. Kurwa....Aż żal pomyśleć jak ja mam przetrwać do poniedziałku jak jest połowa tygodnia,a ja? Ledwo żyję.
-Oj daj spokój człowiek nie powinien się załamywać.
-Jak tak dalej pójdzie to założę z Aśką klub "nieszczęście to moje drugie imię".
-Nie przesadzaj każdy ma jakiś gorszy okres nie raz.
-Ja mam ten okres przez prawie 19 lat. Czytaj całe moje życie. Powiedz mi kiedy ty miałeś taki okres?
-Widzisz. Ja jestem Kubańczykiem. Kubańczycy nie mają problemów i zawsze spadają na 4 łapy jak nawet mają problemy. Wiesz taka nasza mentalność narodowa.
-Nasza mentalność narodowa to jak coś nie idzie Ci po twojej myśli ponarzekaj na cały świat albo upij się wódką.
-Też ciekawa.-zaśmiał się pod nosem.
-Daj spokój.-powiedziałam przyśpieszając i wzdychając.
Po dalszej jeździe byliśmy pod halą i udaliśmy się na miejsca. Ja wysłałam Andrzejowi sms'a:
"Gdzie jesteś?"
"Za 3 minuty będę na hali."
"To mnie odszukaj na tej trybunie. Siedzę w 3 rzędzie obok Juantoreny."
Po 5 minutach dołączył do nas Wrona. Gadaliśmy sobie w 3 na trybunach i patrzyliśmy się na rozgrzewających się chłopaków:
Potem mecz się zaczął przy stanie 20:16 dla Trento Nawrocki wziął czas. My z Andrzejem byliśmy zaaferowani patrzeniem kto całuje się z kim w Kiss Cam. Nagle na ekranie pokazało się zbliżenie na mnie i Juantorene. Zaczęłam się śmiać sama do siebie i pokazałam Juantoarenie Kiss Cam. On też się zaśmiał po czym pokręciliśmy głową na nie i on zajął się obserwowaniem chłopaków, a ja rozmową z Wroną. Ale operator kamery chyba nie chciał dać mi spokoju, bo potem zrobił zbliżenie na mnie i Wronę. Tym razem zaczęliśmy się śmiać jak małe dzieci. Po czym znów pokręciłam głową na nie a operator za jakieś 10 sekund wziął jakąś inną parkę. Każdy z naszej trójki spojrzał na siebie po czym znów wybuchnęliśmy śmiechem i zajęliśmy się meczem.  Po zaciętym boju ku mojej i Wronki rozpaczy Trentino wygrało 3:1. przynajmniej udało nam się urwać seta. Juantorena poszedł do chłopaków i stwierdził, że wróci autobusem z nimi bo idą opijać zwycięstwo.
My z Wronką postanowiliśmy przejść się trochę po Łodzi . Potem poszliśmy do Caffe Heaven i posiedzieliśmy gadając przy kawie
*
Rozdział chujowy...Wiem. Ale i tak już  nikt mnie nie czyta :((( Nie wiem czy dalej jest sens ciągnąć to coś. Szczerze to zostało może z 14- 12 rozdziałów. Nie wiem czy więcej. Nie wiem czy będzie chciało mi się ciągnąć, bo i tak nikt mnie nie czyta. A tak wgl to ogarnęłam swoje dwa blogi i przypomniało mi się, że nie włączyłam na nich opcji, że mogą komentować użytkownicy anonimowy ale...Oczywiście naprawiłam to i możecie oczywiście skomentować TU obsadę i  9 rozdział tutaj. Liczę na komentarze.
Jakby co to wiecie gdzie pytać.

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 65

 Z tej beznadziejnej i nudnej sytuacji wybawiła nas kelnerka przynosząc nasze talerze z jedzeniem.
-Smacznego-powiedziałam do Andrzeja.
-Nawzajem-odpowiedział i się do mnie uśmiechnął.Gdy zjedliśmy już posiłek kelnerka podała nam Tiramisu. Szczerze to zjadłam tylko trochę, bo chociaż było pyszne to mój żołądek nie wyrabiał chyba z trawieniem.  Po kolacji za którą ja zapłaciłam, bo powiedziałam Wronce, że jechaliśmy jego samochodem  i nie dorzuciłam się do paliwa.Więc postawie mu kolacje,a on odwiezie mnie bezpiecznie do tej małpiarni....Znaczy się do hotelu.  W drodze powrotnej zadzwonił do mnie Kurek i umówiłam się z nim, że za godzinę pogadamy na fb.
Gdy już byliśmy pod hotelem Andrzej pomógł wyjąc mi moje zakupy z bagażnika po czym wręczył mi je do ręki.
-Dzięki Ci za ten dzień. Było naprawdę fajnie. Dzięki Ci,że dałeś mi wtedy na parkingu lepszy opieprz, za zakupy, za rozmowę i wgl za wszystko. Jesteś najlepszy Wrona.-powiedziałam całując go w policzek.
-Dzięki. Dawno nie słyszałem tylu  komplementów.-uśmiechnął się i przytulił mnie.
-To ja będę lecieć do tego buszu-powiedziałam.
-Jasne. Zadzwonię jutro.-uśmiechnął się.
-To pa.-uśmiechnął się i tym razem to on pocałował mnie w policzek i odwrócił się na pięcie. Ja zrobiłam tak samo. Szybko poszłam do hotelu. Tam oczywiście znajdował się Osmany oczekujący mojego przyjścia.
-Wiesz, że jeżeli chłopak całuje Cię po randce w policzek znaczy, że jest pedałem.
-Wiesz, że chłopak, który jest spędza z dziewczyną czas i pociesza ją nie zależnie od tego, że sam jest w badziewnej uczuciowej sytuacji jest naprawdę twoim przyjacielem-powiedziałam i skierowałam się wymijając go do windy.
-Jasne! Od razu załóżcie klub porzuconych i zranionych kurwa!-wrzasnął po włosku na cały korytarz,a ja go zignorowałam i poszłam do hotelowego pokoju w, którym czekali na mnie moi rodzice.
-Mamo a co ty tu robisz?
-Widzisz właśnie skończyło się zebranie zarządu we Wrocławiu i dostałam jeden dzień wolny i przyjechałam Ci coś powiedzieć z tatusiem ale jutro od rana mam samolot do Trydentu.
-Co się stało?
-Mamy dwie sprawy. Pierwsza to taka, że proszę to twoja karta teraz zamiast kieszonkowego będziemy Ci przelewać pieniądze na konto.
-Dzięki. A ta przykra sprawa?
-Jaka przykra sprawa?-zapytała się mama.
-Zawsze jak dajecie mi coś co wcześniej uważaliście, że było mi nie potrzebne do życia dostaje od was prezent a potem mówicie mi coś co nie jest dla mnie zbyt dobre.
-Nigdy tak nie było.
-Tak? A jak miałam 11 lat i chciałam telefon,a wy powiedzieliście mi, że nie jest mi on na razie do niczego przydatny, a potem daliście mi go mówiąc "Aniu  twoja złota rybka poszła do nieba."
-Raz się zdarzyło
-Raz? A jak miałam 15 lat to najpierw kłó......
-Dobra dość. Aniu nie ważne co było teraz musimy Ci coś z tatą powiedzieć.
-Dawajcie.
-Będziesz miała rodzeństwo. Mama jest w ciąży.
-Co???-zapytałam się,a właściwie wydarłam na pół hotelu.
-No mama jest w ciąży.
-Nie wierze...
-Aniu ale to prawda.
-Ale jak to??
-A mam Ci z mamą powiedzieć jak się dzieci robi?-zapytał się mój tata.
-Nie wierze.-powiedziałam chwyciłam swoją torbę i wyszłam z pokoju.
 Nie dochodziło do mnie co się dzieje. Przecież ja mam 19 lat. Masakra.
Jak ja mogę mieć maleńką siostrę albo brata w wieku 19 lat.
Gdy szłam ulicami miasta przypomniało mi się, że miałam popisać z Kurkiem na fb. Zadzwoniłam do niego na telefon.
-Halo? Ania. Czemu Cię nie ma na facebooku.
-Bo... Zapomniałam.
 -Jak zapomniałaś?
-Normalnie. Ale jak chcesz mogę być za 5 minut u Ciebie, bo idę ulicą. Może nawet mi się do czegoś przydasz, bo z tego co wiem to byłeś w podobnej sytuacji.
-Czekam na Ciebie-powiedział po czym się rozłączył.
Poszłam pod blok Kurka. Czułam się chujowo. Nie chodzi o to, że w tej chwili szłam do jego mieszkania tylko o tą całą sytuacje z rodzeństwem. Będę mieć rodzeństwo. Masakra....
Weszłam na klatkę schodową Bartka po czym udałam się do mieszkania Kurka. Zadzwoniłam dzwonkiem a otworzył mi Aleks.
-Cześć Ania.-wyraźnie ucieszył się na mój widok.
-Hej Aleks. Co ty tu robisz?-zapytałam.
-A no bo w mieszkaniu to mi rurę wywaliło. Do Cupka przyjechała Jelena,a jedynie on i Kurek chcieli mnie przyjąć-powiedział i zaśmiał się.-Jak Ci w Italii? Wszystko ok? Ogółem jak żyjesz?
-Jakoś leci,a u cb?-zapytałam się.
-Też dobrze. Żyje. Dobra oboje wiemy, że nie przyszłaś do mnie tylko do Bartka. Czeka na Ciebie w kuchni.-powiedział i odwrócił się na pięcie.
Poszłam do kuchni. Tam Kurek jadł kanapki.
-Hej-powiedział z pełną buzią
-Hej-odpowiedziałam siadając na przeciwko jego.
-Chcesz coś zjeść?-zapytał już po przełknięciu kęsa kanapki.
-Niedawno wróciłam z kolacji.-powiedziałam.
-Kto był tym szczęściarzem?
-Z Wroną na zakupach byłam,a potem poszliśmy coś zjeść.
-No to co to za badziewna sytuacja w, której się znalazłaś? Zaszłaś w ciąże i nie wiesz kto jest ojcem czy co?
-Jebnij się w łeb Kurek. W sumie to nie wiem po co tu przyszłam.-powiedziałam biorąc torbę i wychodząc.
-Czekaj. Żartowałem.
-To nie było śmieszne-odpowiedziałam.
-No czekaj pogadajmy-powiedział zatrzymując mnie przy drzwiach.
-Dobra. W sumie co mi szkodzi. To i tak najgorszy tydzień w moim życiu więc w sumie ta rozmowa z tobą wiele nie pogorszy.-powiedziałam zrezygnowana wracając do kuchni.
-No to co się stało?-zapytał się Kurek.
-Rodzeństwo będę mieć.
-No i co z tego?
-Kurek! Ja będę mieć 19 lat jak ten smarkacz się urodzi czyli jak będę stara czyli będę mieć 38 lat to dziecko będzie mieć 19. To nie przejdzie. Wgl ja nie chcę mieć rodzeństwa.
Po co mi mały piszczący smarkacz w domu?
-Wiesz ja w sumie to się twoim starym nie dziwie jak bym miał taką córkę, to też bym sobie zrobił drugie dziecko, bo czasem to po prostu jesteś nie do wytrzymania.
-Dzięki.-powiedziałam-To co? Dowiedziałam się już nieco o sobie.-powiedziałam powstrzymując się od płaczu- To teraz powiedz mi co ode mnie chciałeś, bo miałeś jakąś sprawę.
-Ania....Wiesz dobrze.
-To ten....Ja już pójdę... Cześć Kurek.-powiedziałam patrząc na swoje buty.
-Ania czekaj. Nie chciałem Cię ur.......-zamknęłam drzwi od jego mieszkania i wyszłam.
Kurwa. Czy ten tydzień to jakieś prima aprilis czy co? Chcę żeby ten tydzień się jak najszybciej skończył. Mam już dojść wszystkiego. Przede wszystkim chyba zrobię sobie przerwę od chłopaków. Każdy chłopak jest taki sam. Tak samo beznadziejny. Mam ich wszystkich w dupie. Przecież chłopak wgl nie jest mi potrzebny do życia. Zresztą po co mi chłopak? I tak mnie nikt nie chcę? Może Kurek miał rację. Może ja serio jestem taka straszna, że nikt mnie nie chcę i może dlatego moi rodzice chcieli drugie dziecko, bo ja im zbytnio nie wyszłam. W sumie nie dziwie się ja taka wieczna pokraka Anka. Kto by chciał być moim rodzicem? Wróciłam zapłakana do hotelu. Zamknęłam się w pokoju, wzięłam prysznic i leżałam w łóżku ze słuchawkami na uszach. Nie mogłam za nic zasnąć. Słuchając Zuesa dostałam sms'a
"Możemy pogadać"
Nadawca oczywiście Juantorena. Mam dość tego gościa. Co jak co ale tej akcji to już mu za wszystkie skarby świata nie wybacze. Już dość tych wszystkich chorych akcji z jego strony. Już nigdy nie będę wierzyć w jego słowa. Strasznie się na nim zawiodłam. Myślałam, że się zmienił. Tyle mi obiecywał,a ja jak zwykle wierzyłam. Nie dość, że dowiedziałam się, że Grzesiek mnie zdradzał, Osmany najpierw obiecywał potem jednak zostawił dla jakiejś piosenkarki,a teraz jeszcze dowiedziałam się, że jestem wyrodną córką i, dlatego moi rodzice chcieli drugie dziecko. Ten tydzień jest beznadziejny. Nagle z moich policzków poleciały łzy,a ja zaczęłam płakać. Chcę, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej. Jednak nie było mi to dane. Usnęłam dopiero o 4 w nocy,a o 6 zostałam brutalnie obudzona, bo ktoś walił pięścią w moje drzwi.
-Co?-otworzyłam zła i przed moimi drzwiami zobaczyłam Kubańczyka.
-Spałaś?-zapytał się zdezorientowany.
-Nie tańczyłam-powiedziałam zgryźliwie i zamknęłam drzwi.
Położyłam się do łóżka i chciałam zasnąć. Jak ja chciałam zasnąć ale niestety. Już nie mogłam.
Otworzyłam oczy i 15 minut wpatrywałam się w sufit. W sumie co mi przeszkadza to, że będę mieć rodzeństwo? Przecież jak dobrze pójdzie to jak mama urodzi to mnie w domu już nie będzie.
Wstałam z łóżka i ubrałam się. Po czym zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i siedziałam u siebie w pokoju oglądając 3 metry nad niebem.
To było świetne. Poryczałam się, że masakra. Potem Aśka napisała mi sms'a: "Wejdź na ciacha.net."
*
No hej miśki! Chciałabym was poinformować, że na tym moim niekonwencjonalnym blogu dodałam bohaterów. Oczywiście jeżeli jeszcze nie widzieliście to dodałam też rozdział na nie ma ciebie obok mnie.
Ogólnie dziękuje wam za te ponad 52 tyś. Wejść.  We wtorek albo środę kolejny to zależy czy bd chciało mi się pisać w weekend. No, a tak poza tym wszystkim to liczę na komentarze i w razie jakichkolwiek pytań zapraszam na aska.
P.S jeżeli już wejdziecie na tego mojego najnowszego bloga to zostawcie ślad jak wam się podoba dobór bohaterów. Wiem, że jest dziwny ale tak miało być od samego początku.

Teraz specjalny komunikat dla mojej Annie.
Annie? Kochanie żyjesz? Czemu nie ma Cię na gg? Tęsknie..

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 64

Obudziłam się koło 12. Pierwsze co zrobiłam to zobaczyłam czy ktoś nie próbował się ze mną skontaktować.
Moje zaskoczenie było wielkie gdy zobaczyłam, że mam 15 sms'ów i 6 nieodebranych połączeń.
9 sms'ów było od Wrony pt "Doszłaś bezpiecznie? "Wszystko z tobą ok?" Żyjesz po wczorajszym? " itd. Potem były jeszcze 3 od Aśki "Ej! Coś między tobą, a Wroną jest?" "Żyjesz ty?" "Musimy pogadać, a nie raczysz odebrać." No i 3 od Kurka "Wisisz mi przysługę,a ja chcę ją wykorzystać dzisiaj. " "Czemu nie odbierasz??" "Oddzwoń jak już przeczytasz te wszystkie wiadomości." W dodatku miałam 1 nieodebrane od Wrony. Dwa od Aśki i 3 od Kurka.  Burczało mi w brzuchu, więc uznałam, że najpierw coś zjem,a dopiero potem po oddzwaniam do wszystkich. Założyłam jakieś ciuchy po czym udałam się do domu. Idąc korytarzem były pustki czyli chłopacy byli na treningu. Nagle zza zakretu wyskoczył Kazyiski

-Hej.-powiedział Bułgar.
-Cześć. A ty co nie na treningu?-zapytałam się.
-Naciągnąłem mięsień czworogłowy uda i trener dał mi dzień przerwy na regeneracje.
-Aha....Ale będziesz grać?
-Jak ja mogę nie grać ?
-Normalnie w sumie.
-Będę grać.-powiedział.-Musze tylko trochę odpocząć. Jak tam impreza? Udała się?
-No może być. Fajnie było.
- No to git. Juantorena z tobą wczoraj gadał?
-Gadał.
-I co się dowiedziałaś? Co Ci mówił?
-Czy to ważne? Nie chcę o tym gadać.
-Czyli Ci powiedział, że spotyka się z Senit?
-Z kim ?
-No wiesz z tą Senhit Zadik Zadik tą piosenkarką.
-Tego szczegółu mi oszczędził albo po prostu zapomniał. No co zakochał się...Ma takie samo prawo jak ja czy ty, Raphael, Wrona, Milena, Langa. Jak każdy człowiek. To, że zakochał się i jest ze sławną kobietą to tylko przypadek.-powiedziałam
-Wkurwiona?-zapytał Bułgar.
-Na maksa. Niech ten dupek się do mnie nie odzywa. Ja rozumiem, że on może mnie nie kochać, nie musimy być razem a to, że zakochał się w sławnej kobiecie to normalne. -prychnęłam ze złości.
-Czyli co teraz nie zamierzasz się do niego odzywać?
-Właśnie tak. Nie będę się do niego odzywać. W ogóle przestane utrzymywać z nim kontakty. Za każdym razem gdy myślę, że się zmienił to on mnie rani. Ja rozumiem Matej, że ona jest sławna, ale ja też kiedyś będę zasłynę czymś tylko jeszcze nie wiem czym. Talent też mam. Póki co gdzieś daleko ukryty i doszczętnie ukrywany ale kiedyś wszystkim wam go objawie i będziecie się zastanawiać jak ja to robię. Dobra śpiewać nie umiem, wyje jak odkurzacz gdy matka odkurza mój dywan w pokoju ale przecież ......No jestem sobą, a to chyba najważniejsze.Dobra zresztą nie ważne nie obchodzi mnie co ten  homo erectus robi ze swoim życiem. Byleby nie ingerował w moje.-powiedziałam idąc do pokoju.
-A  było już tak miło między wami.-westchnął Matej.
-KURWA! Teraz to nie moja wina. Wiesz ile ja bym dała, żeby między nami było miło? Niestety chyba tak nie będzie. To nie moja wina...-powiedziałam wchodząc po schodach udając się do mojego pokoju. Najpierw oddzwoniłam do Aśki. Pogadałyśmy chwile o imprezie. Rozwiałam jej schizy jakoby łączyło mnie coś więcej niż przyjaźń z Wroną i zakończyłyśmy rozmowę. Potem zadzwoniłam do Kurka ale nie odbierał. Cóż próbowałam.... Dalej wybrałam numer do Wrony. Odebrał po 3 sygnałach;
-Cześć Aniu.
-Cześć Andrzeju.-odpowiedziałam.
-Co tam?
-Sprawę mam.
-Jaką?
-Co robisz? Czy nie masz czasu dla swojej kochanej niepowtarzalnej Ani?
-Dla mojej kochanej niepowtarzalnej i głupiutkiej Ani mam czas.-zaśmiał się Wrona.
-Ejjj....-burknęłam-No nieważne. Ja się na Cb nie umiem gniewać. To co kochanie? Co porobimy?-zapytałam się.
-No nie wiem.-odpowiedział.-W sumie to miałem jechać do Łodzi na jakieś zakupy.
-A kiedy wracasz do Bydzi?-zapytałam się.
-W  środę i tak mam kontuzję to nie muszę być na razie na treningach. To co jedziemy na zakupy,a potem do kina?
-No okey.-odpowiedziałam.
-To będę za 40 minut. Szykuj się żebyś mi przypału nie zrobiła-zaśmiał się.
-W naszej przyjaźni to chyba ty jesteś od robienia wiochy-zaśmiałam się.
-Policzymy się jeszcze za to małpo-zaśmiał się i rozłączył.
Ja położyłam tylko telefon na łóżku i poszłam do łazienki po 30 minutach gotowa i ubrana. Zeszłam na dół włożyłam do torebki portfel i komórkę i czekałam na Andrzeja. W między czasie te mutanty skończyły trening i siedziały w holu oczekując na obiad, który miał być wydawany za 10 minut.. Nie mówiąc o tym, że każdy z nich mi się dziwnie przyglądał chciałam, żeby Andrzej po mnie jak najszybciej przyjechał i mnie zabrał.
-Na co się tak patrzycie? Brudna jestem czy co?-zapytałam po chwili wkurzona.
-Nie tylko... Zastanawiamy się dla kogo się tak wystroiłaś.
-Na zakupy jadę i do kina.
-Pytanie tylko z kim.-powiedział Osmany.
-Ty chyba tym z kim jadę do kina to najmniej z wszystkich powinieneś się interesować.-powiedziałam i zobaczyłam Wronę wchodzącego do holu.
-O idę się przywitać z Andrzejem..-zerwał się z miejsca Kubańczyk i pobiegł do drzwi.
-Co za wielka namolna wsza.-powiedziałam wstając z fotela.
 Powitałam się z Wroną całusem w policzek po czym zwinnie wyminęliśmy Kubańczyka i wyszliśmy z hotelu.
-Boże daj mi cierpliwości,bo go zabije.
-Nie tylko ty.-powiedział Wrona.
Po godzinie jazdy, która upłynęła nam na przyjemnej rozmowie byliśmy pod centrum handlowym.
-Wrona mam do Ciebie jedno pytanie. Zasadnicze. Jak chcesz to nie odpowiadaj.
-Śmiało gadaj.
-Co jest ze mną nie tak?-zapytałam się.
-Chodzi Ci o Osmanego?
-Nie tylko przecież wiesz, że chodzi o kilka moich nieudanych związków od Kurka do tego palanta.
-Ania.... Z tobą jest wszystko jak najbardziej w porządku. Jesteś ładną, mądrą, inteligentną dziewczyną-powiedział podchodząc do mnie blisko na parkingu i zakręcając pasemko moich włosów na swój palec- To, że oni są downami, bo zostawili taki skarb jakim jesteś ty to ich problem,a  nie twój. Ty sobie jeszcze znajdziesz kogoś dużo lepszego od nich.-powiedział patrząc mi w oczy.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-I o to chodzi.-powiedział.-To co idziemy na zakupy?-zapytał się.
-Idziemy-powiedziałam i skierowaliśmy się prosto do wejścia.
Chodziliśmy gadając po sklepach. Wrona kupował sobie już którys z kolei t-shirt,a ja nie mogłam sobie nic wybrać. Może jestem zbyt wybredna? Gdy wychodziliśmy już ze sklepu Andrzej spytał się mnie:
-Wszystko dobrze? Jeszcze nic nie kupiłaś. To do Ciebie nie podobne.
-Nic mi jeszcze nie wpadło w oko.
-Ja myślę, że masz trochę inny problem.
-Nie mam żadnego problemu Andrzej.-powiedziałam wypuszczając z ust powietrze.
-Kogo ty chcesz oszukać.
-Nie naprawdę nawet nie myślałam teraz o tym ciućmoku tak myślałam o życiu.
-O i do czego doszłaś?-zapytał się Andrzej.
-Zakochuję się w nieodpowiednich mężczyznach. Czemu nie mogę zakochać się w kimś kto mógłby mnie rozśmieszyć ale i w danej chwili umiałby zachować powagę?
-Bo takich mężczyzn nie ma. Ten typ nazywa się mityczny-zaśmiał się Wrona.
-Jest. -odpowiedziałam.
-No daj spokój...Wskaż dwie takie osoby.-powiedział i zatrzymał się po czym spojrzał mi w oczy.
-Kazyiski...
-Daj spokój to tylko wyjątek od reguły.-powiedział patrząc mi w oczy.
-Przerwałeś mi...
-No to kogo ty byś jeszcze wskazała.
-Ciebie,Wrona.-powiedziałam przyglądając mu się.
-Hahahahahah....Daj spokój. Nie ja raczej nie należę do tego typu.
-Należysz...
-Nie.-odpowiedział dalej się mi przypatrując.
-Należysz i takie jest moje zdanie. Nie patrz się tak na mnie.-powiedziałam.
-To po prostu cholernie miłe, że tak mówisz.-powiedział uśmiechając się i przejechał ręką po moim policzku.
-Dobra Wrona. Po komplementowaliśmy się nawzajem,a teraz chodźmy na zakupy.
 Czas coś kupić-odpowiedziałam śmiejąc się i chwytając Wronę pod pachę.
Po zakupach miałam ręce pełne toreb kupiłam sobie trampki, jeansowe rurki, czarne rurki, sukienkę i sweter oraz coś w czym zakochałam się od pierwszego wejrzenia,a mianowicie te buty.
-To co idziemy zjeść?
-No w sumie to na co masz ochotę?-zapytałam.
-Nie wiem. Byleby w dużej ilości, bo jestem głodny.
-Ja się do Ciebie dostosuje.
-Okey to może w sumie znam tu niedaleko ciekawą knajpkę może zjemy tam?
-Dla mnie bomba.-odpowiedziałam i ruszyliśmy w stronę podziemnego parkingu na, którym stał samochód Andrzeja. Po 15 minutach byliśmy w cichej i przytulnej knajpce.  Po chwili odeszła do nas kelnerka pytając o zamówienie.
-Ja poproszę spaghetti bolognese do tego coca-cola i na deser tiramisu-powiedział Andrzej.
-A dla pani?-zwróciła się do mnie kelnerka.
-Ja też poproszę spaghetti bolognese do picia będzie monster, a deser.... Czy ja zmieszczę deser? Dobra...Nie wiem ale zaryzykuje poproszę Tiramisu.
-Dobrze. To wszystko.
-Na chwilę obecną tak. Dziękujemy-odpowiedzieliśmy.
Siedzieliśmy przy stoliku czekając na nasze zamówienie, Andrzej odpisywał nieustannie na kogoś sms'y, a ja siedziałam znudzona bawiąc się słomką w mojej szklance.
-Piszesz z kimś ciekawym?-zaczęłam temat.
-Nie.-odpowiedział.
-Aha.-westchnęłam bawiąc się dalej słomką.
* 
Taki tam pisany na szybko. Chciałam was bardzo ale to bardzo za niego przeprosić. Nie podoba mi się. Ale wam zostawiam to do oceny. Liczę na komentarze i pamiętajcie jeżeli macie pytania zapraszam na Aska :)

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 63


Naskrobałam tylko sms do Aśki
"Przepraszam. Nie przyjdę. Pozdrów chłopaków."
Po upływie niecałych 30 sekund rozdzwoniła się moja komórka.
-Halo.-powiedziałam zapłakana pociągając nosem.
-Mała co się stało?-zapytała się
-Mam rozjebane serce. Właśnie dowiedziałam się, że Juntorena nie chcę czekać aż się ogarnę i nie chcę już ze mną być, bo się zakochał.-powiedziałam i wybuchłam płaczem.
-O... Takiemu to tylko ptaka wykręcić...Ale nie martw się bądź za 30 minut przed swoim domem ogarnięta. Mam dla Ciebie niespodziankę. Miłą niespodziankę....Na pewno się ucieszysz..
-Aśka. Ja wierzę w twoje dobre zamiary i kocham Cię za to co dla mnie robisz ale..... Ja po prostu nie chcę dzisiaj nigdzie dziś wychodzić.
-Oj nie marudź. Tylko czekaj na mnie za 30 minut pod twoim domem.
-No dobra.-mruknęłam pociągając nosem.
Wstałam z łóżka. Podeszłam do lustra i zobaczyłam cały mój rozmazany makijaż. Wzięłam tylko wacik i płyn do demakijażu i zmyłam cały makijaż,a wyprostowane włosy spięłam w luźny koczek. Białą koszule natomiast zastąpiłam luźnym czarnym t-shirtem ze złotym zamkiem na kieszonce, która znajdowała się na jednej z moich piersi. Do tego luźny siwy kardigan, bordowy komin. Wpadłam tylko do tymczasowego gabinetu ojca w hotelu  ignorując Kazyiskiego, Lange, Raphaela oraz Juantorene. Wzięłam tylko z lodówki do której  uprzednio włożyłam małą buteleczkę soku pomarańczowego i wróciłam do pokoju. Tam założyłam moje białe nike za kostkę i wyszłam przed dom. Czekałam na Aśkę z moją niespodzianką. Wspominałam już, że nie lubię niespodzianek? Bo jeżeli nie to mówię, że ich nienawidzę. Usiadłam na murku przed moim domem i  czekałam na blondynkę.  W końcu pojawiła się i powiedziała:
-Twoja niespodzianka czeka w parku.-po czym złapała mnie za rękę i ciągnęła mnie za rękę.
-Powiedz mi, że nie chcesz mnie zaciągnąć siłą na tą imprezę przez jakiś chory podstęp?-powiedziałam.
-O co ty mnie posądzasz.-prychnęła.- Nie nawet o tym nie pomyślałam, a rzeczywiście jakbym była bardziej rozgarnięta to mogłabym tak zrobić. Niestety. Nie pomyślałam,a twoja niespodzianka czeka naprawdę w parku.
Po 5 minutach ciągnięcia mnie za rękę przez Aśkę (chyba bała się, że się jej wyrwę i spierdolę z powrotem ) dotarłyśmy do parku.  Gdy już szłyśmy główną alejką nagle zobaczyłam Andrzeja.
-Wrona?-zapytałam zszokowana,
-Takie mam nazwisko.-uśmiechnął się i włożył ręce do kieszeni spodni.
-Wrona jak ja Cię dawno nie widziałam. Mordo...Przytul mnie.-powiedziałam i rzuciłam się mu na szyję.
-No to ten....Wy się sobą zajmijcie, bo na 100% umiecie się sobą zająć ja mordki lecę na imprezkę. Paaa.-powiedziała Aśka i odwróciła się na pięcie po czym szybko odeszła.
-Czyli co? Tobie Aśka kazała zająć się wiecznie przygnębioną sierotą Anką i stracisz przeze mnie imprezę u Kłosa?
-Nie określiłbym tego tak.-uśmiechnął się.- Szczerze to teraz chyba też czuję się tak jak ty i nie mam ochoty na żadną imprezkę.
-Dziewczyna z Jeziora i ty?
-Tak zerwaliśmy. Wczoraj. Znalazła sobie piłkarza.
-Rzuciła Cię dla piłkarza?-zapytałam się,a Wrona pokiwał głową na tak.
-Biedactwo.-powiedziałam i go przytuliłam.
- Eh... To co idziemy się gdzieś przejść?-zapytał.
- Z tobą wszędzie.-lekko się uśmiechnęłam, chwyciłam Wronę pod pachą i szliśmy tak przez ulice.
- Co tam w Italii?-zapytał się.
-Nie pytaj się o to. Chcę napisać tą maturę i jak najszybciej wrócić do Polski.Tam jest strasznie.  Nie mam tam nawet do kogo pyska otworzyć. Jedyny był jeszcze Juantorena ale wiesz co dzisiaj odwalił. Prawda? Aśka Ci mówiła.
-Nie mówiła tylko, żebyśmy sobie nawzajem poprawili humory, bo masz jakiś tam gorszy okres.-powiedział Wrona.
-No to Ci opowiem z racji tego, że znasz prawie całą historie. Zacznijmy od momentu w, którym przyjechałam do Italii. Otwieram drzwi do mieszkania i......BAM! Okazuję się, że Juantorena jest z Mileną.
-Tą twoją koleżanką, co była z nami na plaży?-zapytał się.
-Dokładnie tą. No ale dobra. Ja tam ich unikałam jak ognia i wiesz.....No to pewnego dnia gdy poszłam na kolację pogadać z Raphaelem,bo wtedy ja miałam problemy w związku z Grześkiem z nim zerwała narzeczona i wiesz wszystko dobrze pięknie a tu wpada Elena, Kazyiski, Juantorena i Milena. Oczywiście gdy wyszłam do łazienki on też to zrobił no i wiesz. Tam zaczął mi coś gadać, żebym go nie unikała, żebyśmy byli przyjaciółmi no to pomyślałam w sumie OK. Czemu nie? No to widzisz. Tydzień po tych rozmowach z nim i tej kolacji itd wiesz pojechałam do Grześka. Tam wiesz co się stało, bo cała wasza świta siatkarska o tym mówi.
-Przesadzasz.
-Proszę Cię.-powiedziałam patrząc na niego błagalnie.
-No może trochę.
-No ok no i wracam gadamy sobie wszystko pięknie. On się mnie pyta czy jeszcze coś dla mnie znaczy. No to ja zapytałam pod jakim względem. On, że pod jakimkolwiek.  No to ja mu powiedziałam, że nawet w kilku względach coś dla mnie znaczy ale wiesz nie jestem gotowa na związek dopiero co przeżyłam rozstanie itd. No i w sumie chciałam poczekać do świąt czy wiesz on nie będzie nikogo miał czy mu nie przejdzie itd. No to powiedziałam mu żeby dał mi czas. A on Ok. Poczekam ile będzie trzeba. Dzisiaj powiedział mi, że musimy pogadać i wiesz co się stało?  Dziś mi powiedział, że się zakochał i nie chcę już dostawać jakiejkolwiek szansy ode mnie. Mi ręce opadły. Kurwa. To jest jednak ćwok i wiesz oczywiście chcę się przyjaźnić. Ja mu dam kurwa...Przyjaźń.
-Mściwa Anka?-zapytał śmiejąc się Andrzej.
-Nie mściwa ale zrobię wszystko, żeby ten jego związek się rozpieprzył i poczuł co to zawiedzenie, smutek, rozczarowanie itd.
-Oj...Anka. Daj mu już spokój. Nie przejmuj się downem.
-W sumie racja ale to nie fair. On zmienia panienki jak rękawiczki, a potem my cierpimy,a nie on.
-Kiedyś będzie zdychał w samotności.-powiedział Wrona, a ja się roześmiałam.
-Wiesz...Jednak nikt nie wpływa tak dobrze na moje samopoczucie jak ty.
-Miło mi-uśmiechnął się. -To co idziemy na jakieś jedzonko?-zapytał się Andrzej uśmiechając się.
-Spoko-odpowiedziałam i udaliśmy się do pizzerii w której po południu siedziałam jeszcze z Aśką.
Na szczęście nie było już tej samej kelnerki, bo to by dziwnie wyglądało. Drugi raz w tej samej knajpce z inną osobą znowu na pizzy.
- To na jaką masz ochotę?-zapytałam się.
-Na mięsną ucztę ale raczej jej nie zamówimy.
-Dlaczego?-zapytałam się.
-Bo dziewczyny raczej nie lubią pizzy z salami, szynką, kurczakiem curry oraz bekonem.
-Czemu nie? Ja lubię.-powiedziałam.
-Serio?-zapytał się.
-No to moja ulubiona pizza po hawajskiej.
Gdy już zamówiliśmy siedzieliśmy przy piwie i gadaliśmy o jakiś głupotach. Ogółem jak mu mija sezon, co nowego itd.
Po około godzinie wyszliśmy najedzeni z pizzerii.
-To co wbijamy na imprezę?
-Wiesz raczej nie mam ochoty. Ty możesz iść ale ja nie mam ochoty. W sumie to....
-Ej! No nie! Chodź! Posłuchaj mnie! Masz być! Teraz idziemy po kratę Carlsberga, bo Kłos do mnie napisał, że jak już bd do niego szli to mamy kupić i udajemy się na imprezę.
-Ale Andrzej.
-Nie ma żadnych wymówek. Koniec. Chodź-powiedział i wziął mnie pod rękę.
Najpierw szybka wizyta w Monopolowym skrzynka piwa i jesteśmy u Kłosa.
-O! Nareszcie jesteście! Co wy tak długo robiliście?-zapytał Kłos.-Poczekaj....Ja to nie chcę w sumie tego wiedzieć.-zaśmiał się już podchmielony Kłos wpuszczając nas do środka.
Przywitałam się z wszystkimi ściskając ich i siadając na kanapie między Muzajem, a Aśką.
W sumie to kilka osób tańczyło, kilka piło, kilka gadało ale nasz genialny Kurek wpadł na pomysł żeby zagrać w Kalambury i wiecie co? Wyznaczył mnie na pierwszą osobę. Świetnie. Wyciągnęłam z pudełka los w którym było napisane co miałam przedstawić "Egzorcyzmy Emilie Rose." Załamałam się. Jak ja mam to przedstawić. Najpierw pokazałam na palcach,że tytuł składa się z 3 słów. Zaczęłam pokazywać dach od domu, złożone ręce do modlitwy, zaczęłam się gibać jakby mnie piorun walnął,a każdy miał ze mnie bekę.
-No nie mówcie, że nie wiecie.
-Wiemy.-uśmiechnął się Kurek.
-To powiedz!
-Nie!
-Czemu?
-Bo mi się nie chcę.-powiedział.
-Proszę powiedz ktoś ten tytuł, spełnię jedną prośbę tej osoby. W miarę możliwości.
-Egzorcyzmy Emilii Rose.-powiedział Kurek.-Prośbą zajmiesz się później- puścił mi oczko,a ja tylko usiadłam na jego miejscu na kanapie i się załamałam.
Puściłam to co powiedział mi Kurek mimo uszu i piłam piwo w towarzystwie Muzaja oglądając poczynania tych głupków.
Po tym zrobiliśmy sobie parkiet w mieszkaniu Karola i tańczyliśmy sobie. Większość czasu spędziłam albo pijąc z dziewczynami chłopaków albo tańcząc głównie z Wroną. Ok.3 wróciłam trochę pijana do  hotelu.
 Wpełzłam powoli do swojego pokoju i przy zgaszonym świetle zaczęłam się rozbierać.  Gdy już byłam ubrana w pidżamy chciałam się położyć na łóżku ale ktoś na nim leżał. Zapaliłam w pośpiechu lampkę nocną i zobaczyłam śpiącego w klubowym dresie i nie przykrytego Juantorene.
-OSMANY PORTUONDO JUANTORENA! Co ty tu do cholery robisz?-zapytałam po obudzeniu Kubańczyka.
-Zasnąłem czekając na Ciebie.
-Dobra. To teraz idź już do swojego pokoju.
-Musimy pogadać.
-Ale ty już ze mną rozmawiałeś  po południu. Teraz wyjdź, bo chcę spać.
-Ania...Pogadajmy, przec......
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Żegnam.-powiedziałam on tylko odkręcił się na pięcie i wyszedł z pokoju.
Ja tylko położyłam się na łóżko i przykryłam szczelnie kołdrą pod sam nos i napawałam się pozostałą wonią perfum w moim pokoju po Kubańczyku.  Niedługo potem odpłynęłam. Obudziłam się koło 12. Pierwsze co zrobiłam to zobaczyłam czy ktoś nie próbował się ze mną skontaktować.
*
Taki tam......Sama nie wiem czy mi się podoba. Zostawiam wam to do oceny.  
A! Właśnie! Nie wiem czy w środę pojawi się rozdział, bo jadę na wycieczkę do Torunia ale jeżeli rozdział nie pojawi się w środę, bo wrócę pewnie w nocy to postaram się go wstawić w czwartek. 
Liczę na komentarze ;)  Oczywiście zapraszam na Aska :) 
Pozdrawiam, ZooZoolka.

środa, 30 października 2013

Rozdział 62

Posiedziałam trochę na kompie w hotelowym pokoju,a potem wolnym spacerkiem udałam się pod moje kochane LO do, którego chodziłam aż przez 2 pierwsze miesiące szkoły.
Usiadłam na żółtej barierce przed szkołą i grzebiąc w telefonie oczekiwałam na koniec lekcji i Aśkę. Po 7 minutach grania w Simsy znaczy po 7 minutach czekania na Aśkę usłyszałam dzwonek,a odrazu 30 sekund po nim wychodzili pierwsi ludzie w tym Aśka. Jak mnie zobaczyła zaczęła biec i zaczęłyśmy ściskać i piszczeć jak głupie.
-Co to za wariatki się drą?-zapytał Piotrek,a my tylko się od siebie odsunęłysmy i wyszczerzyłysmy się do niego-Anka! Przyjechałaś? Na ile? Długo będziesz? Zdążymy za melanżować?
-Na 4 dni może trochę dłużej jak tatę uda mi się przekonać.
-Kiedyś musimy się umówić na wódkę. Jak za starych dobrych czasów.
-Jak 4 lata temu? Pamiętam to byliśmy takimi małolatami i piliśmy pierwszy raz wódkę. Kocham tą akcje.
Z Piotrkiem znałam się od 1 klasy podstawówki.No dobra... Między nami bywało różnie raz się nienawidziliśmy raz lubiliśmy ale zawsze jak byliśmy w swoim towarzystwie przynajmniej było wesoło.
-No to się spikniemy nie?
-Wiesz nic nie obiecuję ale się postaram. Ostatnio mój ojciec strasznie przewrażliwiony się zrobił.Jakby w ciąży był.
-Okey. To się postaraj. Ja lecę do chaty. Narka.-powiedział i odszedł.
My z Aśką usiadłyśmy przed szkołą na ławce i zaczęłyśmy dyskutować.
-Mówiłaś komuś, że przyjadę?
-Nie no co ty. Milczę jak grób.
-To dobrze.-odpowiedziałam bardziej odprężona.
-Marnie wyglądasz. Schudłaś.-powiedziała Aśka przyglądając się mi.
-To dobrze.-odpowiedziałam.
-Jeśli ktoś woli wieszaki.-zaśmiałyśmy się.
-Nie martw się zanim wyjadę znów do Włoch to przytyję z 5 kg. Wiesz. Codziennie wieczorem na pizze i dobre ciacho.
-Chyba z Kurkiem, bo nie ze mną. Ja musze trzymać figurę. Ostatnio Zatorski się tak dziwnie zachowuje. Masakra.
-Dziwne jesteście przecież razem ponad rok.
-Może i jesteśmy ale to nie jest ten sam Zati coś go trapi do mnie się nie odzywa czasami coś odburknie i wgl.-powiedziała wyraxnie zmartwiona blondynka.
-Musisz z nim pogadać. Rozmowa powinna wszystko wyjaśnić.
-Masz rację.-westchnęła Asia- Ale zrobię to jutro bo dzisiaj impreza. Trzeba się najebać.
-Ja nie piję-powiedziałam.
-A co w ciąży jesteś?-zaczęła się śmiać
-Nie... Po prostu wiesz...Jakoś tak nie ciągnie mnie ostatnimi czasy do alkoholu.
-Rozumiem. Wiesz podobno na imprezie będzie twój dawny przyjaciel.
-Grzesiek?-zapytałam się.-Wiesz jak on będzie to ja nie idę.
-Nie....Wrona.-powiedziała dziewczyna i poruszyła dziwnie brwiami.
-Nie mam ochoty na kontakty z mężczyznami. Ostatnio uświadomiłam sobie, że kocham Juantorene ale chcę mu to powiedzieć w grudniu. Na razie muszę odpocząć od związków i od chłopaków. Co jeden to gorszy. Im bardziej ich kocham tym oni mnie bardziej krzywdzą cholera...-powiedziałam i westchnęłam z bezsilności.
-Skąd ja to znam. Zaangażowąłam się terqaz w związek z Pawłem, bo wierzyłam, że to coś poważnego,a mam wrażenie, że chcę mnie zostawić.
-To o niego walcz. Jak dzisiaj będę na tej imprezie u Kłosa to go tak delikatnie podpytam.
-Nie bo na mnie nawrzeszczy, że nasyłam na niego ludzi.
-No skoro chcesz.-powiedziałam.
-Idziemy na jakąś pizze?-zaproponowała moja przyjaciółka.
-No okey.-odpowiedziałam i wstałysmy z ławeczki udając się do pizzerii. Po 20 minutach siedziałyśmy przy stoliku popijałysmy nasze koktajle i czekałyśmy na naszą lubioną pizze Hawajską.
-No a jak tam twoje sprawy z Juantoreną?
-No wiesz...Kocham go.. Jak cholera ale po tych wszystkich niepowodzeniach mam dość związków. Ja po prostu nie chcę, żebyśmy znów się pośpieszyli i wiesz. Chcę być pewna jego uczuć do mnie
Jeżeli nie odwali nic takiego wielkiego do mikołajek to dam nam szanse.
-Rozumiem. Mam nadzieję, że wam się uda.
-Ja też mam taką nadzieję.
-Świat jest do dupy. Anka....
-Co się stało znowu?
-No nie wiem. Ale.....Chuj.... Jak Cb nie ma w Bełchatowie to nie jest tak fajnie. Nie ma z kim gadać, z kim czegoś poodwalać. Nie ma co robić. Z Pawłem to już nie to samo... Kurwa......Anka. Ja chcę żebyś z powrotem była w Bełchatowie.
-Ja w sumie też bym chciała wrócić.... Powiem Ci Italia. Fajny kraj ale w szkole kurwa tak jakoś pusto, bo Milena się do mnie nie odzywa.
-Dlaczego?
-Długa historia. Opowiem Ci ją ale nie teraz i wgl czuje się taka samotna i wiesz chujnia z grzybnią. Tak pusto i nikogo nie mam z kim mogłabym pogadać i wgl.
- Znam to uczucia.
-Wiesz ale  w sumie to ty zostałaś w tym mieście i masz jeszcze jakiś tam znajomych a ja to taka chujnia. Kilku znajomych ale wiesz. Powiesz im coś,a na drugi dzień cała szkoła huczy.
-No to w sumie w krajach może żyjemy innych ale zasada przekazywania informacji jest wszędzie taka sama.-zaśmiała się Aśka.
-Powiesz coś komuś  w sekrecie,a w następnym dniu będzie wiedzieć cała szkoła.-zaśmiałyśmy się na raz.
Zjadłyśmy pizze i w sumie zaczęłyśmy się powoli zbierać. Każda z nas ruszyła w swoją stronę przygotować się na imprezę.
Wpadłam do mojego hotelu,a tam w holu na wielkiej kanapie siedziało pół Trentino czytając jakieś głupie gazetki itp/
-Anka. Dobrze, że jesteś pogadać z tobą muszę.-powiedział Juantorena.
-Nie mam czasu Osmany. Muszę się ogarnąć, bo idę na imprezę, a potem wstąpić do sklepu po jakiś alkohol na party.
-Ale nie zajmę Ci dużo czasu.-powiedział patrząc w moją stronę.
-To może jak się wykąpie i przebiorę to wyśle Ci sms  i przyjdziesz od mojego pokoju i pogadamy o czym ty tam chcesz gadać. Ok?-zapytałam patrząc na niego.
-No ok. Tylko nie zapomnij.
-Spoko-odpowiedziałam i ruszyłam w kierunku mojego pokoju.
Rozebrałam się i poszłam do mojej łazienki. Wzięłam tam prysznic, ułożyłam włosy, umyłam zęby przebrałam się w granatowe rurki i białą rozpinaną koszule.
Siedziałam na łóżku i napisałam sms Juantorenie
"Możesz już przyjść jak chcesz pogadać."
Minute później siedząc przed lustrem i nakładając delikatną warstwę pudru na twarz wpadł do pokoju Juantorena.
-Co tam chciałeś?-zapytałam uśmiechając się do Kubańczyka.
-Pamiętasz jak zapytałem się czy jak już odpoczniesz po tym skończonym związku z Grześkiem to dasz mi szanse?
 -No tak pamiętam.-powiedziałam chowając do torebki puder.
-No to widzisz. Głupio wyszło, że mówiłem,że chciałem, żebyś dała mi tą szanse, bo ja już jej chyba jednak nie chcę. Widzisz Anka. Lubię Cię. Jak cholera. Zawsze będzie nas łączyć coś więcej niż przyjaźń ale też nie będzie nas łączyć miłość, bo chyba zmarnowaliśmy już swoje szanse.  Poznałem pewną dziewczynę i po prostu się w niej zakochałem. A mówię Ci o tym wszystkim, bo chcę żebyśmy byli przyjaciółmi. Żeby między nami nie było żadnych spięć.- tłumaczył się.
- Spoko.-powiedziałam próbując ukryć emocję.
- Serio?-zapytał się podchodząc do mojego biurka.
-Tak. Idź już sobie. Szykuję się na imprezę.-powiedziałam obojętna
-Będzie między nami tak jak dawniej?-zapytał się.
-Tak. Idź.-skłamałam i schowałam swój błyszczyk do torebki.
Juantorena wyszedł,a po moim policzku automatycznie pociekły łzy.  Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Czułam się okropnie miałam rozjebane serce, zepsuty humor i nie miałam najmniejszej ochoty do imprezowania.
Naskrobałam tylko sms do Aśki
"Przepraszam. Nie przyjdę. Pozdrów chłopaków."
Po upływie niecałych 30 sekund rozdzwoniła się moja komórka.

*
Mamy 62. Powoli zdrowieje i dochodzę do siebie. Nie polecam wam polskich lekarzy. Zaliczyłam już u nich 4 wizyty w ciągu tygodnia i w sobotę ,i poniedziałek myślałam, że umrę. Następny w sobotę jeżeli nic mi nie wypadnie ale pewnie spędzę je żeby nadrobić zaległości w szkole. Przez okres mojej choroby chciałam napisać multum rozdziałów ale......laptop poszedł do naprawy a ja do dziś nie byłam w stanie podnieść się z łóżka i stanąć na własnych nogach. Także wyszło jak zawsze. Piszcie co o nim sądzicie i jak zwykle zapraszam was na mojego Aska oraz na mojego drugiego  bloga szczerze nie mogę doczekać się jak go zakończę bo wtedy będę pisała ten blog który was zaskoczy i będzie inny od wszystkich i w sumie to będzie taki lekki tasiemiec. Zobaczycie jakbyście miały jakieś pytania odnośnie moich blogów pytajcie na Asku 
No to do zobaczonka ^^

sobota, 26 października 2013

Rozdział 61


Wkrótce usnęłam. Obudziłam się rano..... Nie w sumie to nie rano, bo o 12 i w sumie to nie sama,bo...... Tata wleciał do mnie do pokoju zadowolony i zaczął coś tam gadać. Zrozumiałam tylko pojedyncze słówka. Mecz, Skra poniedziałek wylot, ty.
-Poczekaj powtórz jeszcze raz, bo nic nie zrozumiałam.-powiedziałam zaspana.
-Jest mecz. Skra gra z Trentino i w poniedziałek wylatujemy. Lecisz z nami. Znaczy z Trentino.
-Co? Nigdzie nie lecę. Nie mam ochoty spotkać się z niektórymi osobami w Bełchatowie.
-Z Aśką też nie chcesz się spotkać?-zapytał się.
-Aśka to inna sprawa. Dobra jadę.-powiedziałam.
-A i wiesz...Trentino będzie spać w hotelu 2 ulice dalej od naszego domu. Ty też będziesz spać w hotelu.
-Co? Pogrzało Cię?
-Nie zostawię Cię samej w domu.
-Ale ja jestem dorosła! Zresztą wiesz jak często mama mnie zostawiała sama?
-Jak mama przyjedzie do Bełchatowa z zebrania to możesz z nią zamieszkać w domu.
-Dobra  tak może być.-odpowiedziałam.
-No to wiesz.... Pakuj się, bo masz tylko jeden dzień.
-Zaraz...-powiedziałam i przekręciłam się na drugi bok
Spałam tak jeszcze godzinę. Na szczęście nie miałam już żadnego zrytego snu. Poszłam do łazienki gdzie się ogarnęłam i ubrałam.  Potem zjadłam śniadanie i udałam się pakować. W między czasie postanowiłam zadzwonić do Aśki i poinformować ją o moim przyjeździe.
-Co tam Ania? Śnił Ci się jeszcze jakiś sen? Z Kurkiem w roli twojego męża.
-O!!! Zamknij się! Jasne?
-Dobra....Więc w jakiej sprawie dzwonisz, jaśniepani.- jak zwykle zaczęła się wygłupiać.
-Przyjeżdżam jutro do Bełchatowa.
-Z jakiej okazji?
-Wiesz...Z Trentino przyjeżdżam.
-O! To fajnie! Tylko wiesz...Musisz uważać na Kurka. Bo wiesz. Jakby ten sen okazał się proroczy.-zaczęła się śmiać jak dzika.
-Już nigdy nic Ci nie opowiem.
-Oj...Nie gniewaj się. Żartowałam tylko. W sumie dobrze się składa, że będziesz w Bełchatowie, bo Kłos robi imprezę.
-A jestem tam mile widziana?
-Kłos chcę żebym przyprowadziła jakieś ładne koleżanki no to wiesz...Zresztą jakby wiedział, że jesteś w Bełchatowie czy tam będziesz to by Cię zaprosił.
-A kiedy będzie ta impreza?
-Jutro wieczorem.
-Jeszcze nie wiem czy przyjdę ale się postaram.
-No ok.-odpowiedziała
-Ja kończę muszę się pakować, bo jestem w ogromnym proszku.
-No dobra to się ogarniaj bejbe. Czekam na Ciebie jtr w Bełchatowie. Jak będziesz to napisz mi sms.
-Pewnie przyjadę jak będziesz miała lekcje.
-No to i tak napisz.
-Ty, a o której kończysz?
-14.30, a co?
-To przyjdę pod szkołę.
-Ok to jesteśmy umówione. Pa.
-Bye.-odpowiedziałam.
Rzuciłam telefon na łóżko z wieży stereofonicznej puściłam reggae, które w ostatnim czasie bardzo polubiłam i poszłam do łazienki po kosmetyki. 3 razy sprawdzałam czy zabrałam wszystkie kosmetyki jakie potrzebuje po czym stwierdziłam, że jestem głupia, bo będziemy mieszkać  2 ulice dalej od domu gdzie tak na prawdę wszystko mam. Ciuchy też jakieś zostały, a nawet jak czegoś zapomnę to zawsze mogę pójść do sklepu i je kupić .Także wzięłam ciuchy i jakieś tam kosmetyki. Gdy tata wszedł do pokoju sam się zdziwił, że mam tylko jedną co prawda dużą ale jedną torbę.
-Nie spodziewałem się tego po tobie.
-Czego?-zapytałam patrząc dziwnie na ojca.
-Że do Bełchatowa zabierzesz tylko jedną torbę z ciuchami i kosmetykami.
-Widzisz... Jestem kobietą.....Jestem nieobliczalna. Musisz się przyzwyczaić.
-Już się przyzwyczaiłem-powiedział i  wyszedł z pokoju.
-Okeeey....To było dziwne.-powiedziałam sama do siebie i zapinałam torbę.
Cały dzień spędziłam na rozmyślaniu jak to będzie w Bełchatowie i jak chłopacy zareagują gdy pojawię się na imprezie. Przecież od wakacji się do nich nie odzywałam.
Wieczorem wzięłam tylko długą odprężającą kąpiel i z laptopem na kolanach w łóżku oglądałam kolejny odcinek jednego z oglądanych przeze mnie anime o nazwie  Attack on Titan.
O 5 obudził mnie tata. Byłam w pół przytomna. Tylko się ubrałam, zjadłam śniadanie, umyłam zęby i czekałam na ojca, który jakoś tak niemrawo się zbierał.
Ok. 6.45 byliśmy pod halą gdzie była cała drużyna.
-O Ania! Nie wiedzieliśmy, że jedziesz.-uśmiechnął się Matej.-Prawda Juantoarena?-zapytał się Kubańczyka, który tylko coś wymruczał pod nosem i odwrócił się na pięcie wchodząc do autobusu.
-Wiesz co mu się stało?-zapytałam marszcząc brwi i pokazując na wchodzącego do autobusu Kubańczyka.
-Nie wiem. Nic mi nie mówił co mu się stało. Wczoraj po treningu jeszcze zachowywał się normalnie, ale wiesz jaki jest Juantorena. Nieraz odbija mu jakaś palma i ma gorszy dzień. Nie przejmuj się.-objął mnie ramieniem Kazyiski i razem weszliśmy do autokaru. Usiadłam na końcu koło Raphaela i Kazyiskiego. Juantorena siedział 3 siedzenia dalej i choć go wołaliśmy to ten nas olewał i uparcie siedział na tej dupie.
-Dobra chłopacy. Nie wołajcie go. Przejdzie mu,a wy zedrzecie sobie gardła.-powiedziałam wtulając w ramię Brazylijczyka i mówiąc chłopakom, że dalsze wołanie tego przygłupa nie ma sensu.
Po 50 minutach drogi, bo tak o 7 rano cały wyjazd z miasta był zakorkowany. Napisałam sms'a do Juatoareny gdy byliśmy w drodze
"Co Ci zrobiłam, że się do mnie nie odzywasz?"
"Sama powinnaś to wiedzieć."
"No ale nie wiem, bo nic takiego nie robiłam ostatnio, żeby Cię urazić."
"Nie? Ja jestem innego zdania."
"Czemu jesteś innego zdania? Jakbym coś zrobiła co mogłoby Cię urazić, a jakbym coś takiego zrobiła, to bym Ci raczej powiedziała i tego nie ukrywała. "
"Tak,a czemu mi nie powiedziałaś, że rzuciłaś Grześka dla Raphaela?"
"Dla kogo? Kto Ci takich bzdur naopowiadał. Raphael to mój kumpel"
"Z każdym kumplem obściskujesz się na ławce w parku! Nie wiedziałem! Ze mną jakoś tego nie robiłaś."
"Masz rację ale może dlatego, że tego nie potrzebowałeś? Że nie byłeś w rozsypce,bo narzeczona Cię rzuciła i prawda. Z tobą się w parku nie obściskiwałam. Robiłam coś więcej jeżeli byś nie pamiętał."
Wysłałam mu już wkurzona sms'a i wyszłam z autobusu nie zważając na to, że woła mnie Kazyiski, Raphael i Juantorena. Wzięłam z bagażnika swoją torbę podróżna i udałam się do ojca.
Trochę nam zeszło, zanim przeszliśmy przez odprawę. Zamieniliśmy się miejscami w samolocie, bo oczywiście każdemu coś nie pasowało i wystartowaliśmy. Potem lądowanie z lekkimi turbulencjami. Z Łodzi podjechał po nas autobus i zawiózł do Bełchatowa. Tam działy się cuda nie widy. Każdy kłócił się gdzie śpi i w jakiej sypialni. Ok.12 poszłam wziąć prysznic. Ci dzikusy mieli zajęcia z psychologiem  mnie w salonie co było dziwne ale nie skomentowałam tego. Ubrałam się w czarne rurki i  biały t-shirt z jakimś nadrukiem z Reserved,a do tego bluza z Cropp'a. Posiedziałam trochę na kompie w hotelowym pokoju,a potem wolnym spacerkiem udałam się pod moje kochane LO do, którego chodziłam aż przez 2 pierwsze miesiące szkoły.
*
Ojejku....Nie będę się rozpisywać, bo ledwo patrze na oczy. Jestem chora i ledwo trzymam laptopa na kolanach. Piszcie czy się podoba czy nie. I jak wyzdrowieje i lekarz nie pośle mnie do szpitala to rozdział nie pojawi się w środę ale jak będę w domu to postaram się dodać jakiś króciusieńki.
Wasza kochana, ZooZoolka.
Jakby coś założyłam Aska jestem tam 24 na dobę.
http://ask.fm/ZooZoolkaa

wtorek, 22 października 2013

Rozdział 60



-A co z siatkówką?
-Sama nie wiem... To chyba nie dla mnie.
-Czemu tak sądzisz?
-Widzisz... Miałam okazję mieszkać z pewnym siatkarzem w Gdańsku, a nawet potem z nim  byłam i ten typ życia w ciągłych rozjazdach z daleka od siebie to nie jest dla mnie. Jeżeli jedna osoba jest w związku ze sportowcem jest cholernie trudno,a co dopiero dwie?-zapytałam się.
-No to prawda. Ostatni mój związek skończył się, bo poświęcałem jej za mało  czasu.
-Przykre.Mój ostatni związek skończył  się jak mój chłopak nie konsultując tej decyzji powiedział, że przeprowadza się do  Jastrzębia. Na początku było... Tandetnie..... Ale w sumie potem stwierdziliśmy, że jakoś to będzie aż do tego weekendu gdzie chciałam go odwiedzić i co się dowiedziałam, że obracał swoją byłą w Jastrzębiu.-powiedziałam,a po moim policzku spłynęła łza.
-Chujowa sytuacja.-powiedział i przytulił mnie.
Siedzieliśmy tak przytuleni na ławce. Wdychałam tylko jego perfumy. Miał cudowne perfumy.
-Już Ci lepiej?-zapytał się mnie.
-Chyba tak. Przepraszam. Moment słabości. W moim 19 letnim życiu spotkałam tyle chujów, że mi do 30 spokojnie starczy.-powiedziałam, a on się tylko zaśmiał.
-Coś o tym wiem.-odpowiedział.
-Czemu mam takie nieszczęście w miłości?-spojrzałam się w oczy Raphaela.
-Sam nie wiem czemu. Jakbym wiedział co zrobić żeby wreszcie znaleźć tą jedyną to bym Ci powiedział tylko, że sam jestem w sprawach miłosnych łamagą.
-Wiesz co Raphael? Lubię Cię jak cholera strasznie miło mi czasem pogadać z kimś tak podobnym do mnie i jesteś fajny.-powiedziałam uśmiechając się do niego.
-To najmilszy komplement jaki słyszałem od paru miesięcy.
-Dziękuje.-odpowiedziałam
Gadaliśmy tak przez godzinę o niczym i wszystkim Raphael to bardzo fajny chłopak. Miło mi się z nim gadało chyba nadawaliśmy na tych samych falach.
Myślę, że jak tak dalej będziemy się dobrze dogadywać możemy zostać przyjaciółmi.
Wróciłam potem do domu, bo strasznie zmarzłam i  marzyłam tylko o tym, żeby wziąć gorącą kąpiel napić się cieplutkiej herbaty i zatopić w ciepłej kołdrze. Gdy wróciłam do domu wykonałam właśnie te czynności i usnęłam w cieplutkim łóżku.


-Misia, kochanie....Wstań..-powiedział jakiś męski głos,a ja otworzyłam zaspane oczy.
Ujrzałam, że leże w dużym łóżku w sypialni gdzie rządził kolor granatowy,a gdzieniegdzie były dodatki w kwiatowe wzory.
-Co?-zapytałam zaspana.
-Obudź się kochanie.-powiedział znów jakiś męski głos,a ja otworzyłam oczy.
Leżałam w łóżku... W łóżku w Bartkiem.
-Kurek?
- I ja.-nagle na łóżko wskoczyła jakaś dziewczynka zadziwiająco podobna do mnie i Bartka.
Ubrana była w śliczną pidżamkę z kotkiem na koszulce.
-Widzisz. Lilka i ja bardzo za tobą stęskniliśmy się w nocy.
-Ale to nie powód, żebyście mnie budzili o 8 w niedziele.- powiedziałam przeciągając się.
-Ale mamo. Tatuś wieczorem jedzie wieczorem do Spały. Trzeba spędzić z nim jak najwięcej czasu. Zresztą obiecałaś mi,że zrobisz nam naleśniki na śniadanie i pojedziemy do Auquparku.
-Nie dacie mi pospać?-zapytałam ziewając.
-Nie-odpowiedzieli mi naraz i rzucili się na mnie gilgocząc.
-Dwoje Kurków przeciwko mnie.To nie fair!-zaczęłam piszczeć,a oni śmiali się  wniebogłosy.

Obudziłam się cała zdezorientowana i kurde zdezorientowana jeszcze bardziej.... Co to był za sen? Nie patrząc na godzinę zadzwoniłam do Aśki.
-Halo.-zapytała zaspana
-Aśka...Zgłupiałam chyba.
-Co się stało?
-Kurek mi się śnił.
-Ehh.....Anka.To nie powód, żeby dzwonić do mnie o 3 w nocy? Przecież Kurek nie jest taki zły.
 -Wiem, że nie jest. Nie oto chodzi. Kurwa.... W tym śnie było, że mamy dziecko i chyba byliśmy małżeństwem,bo mieliśmy własny dom i leżeliśmy we wspólnej sypialni, a nagle przybiegła do nas jakaś dziewczynka... Lilka.....
-I?-zapytała Aśka.
-Czy ty jesteś taka tępa, żeby się nie domyślić? Ona chyba była moją i Kurka córką.
-Ojej. Dziwny sen ale w sumie. Patrz...To tylko sen. Dopóki się z nim nie spotkasz nie ma zagrożenia, że będziecie razem. Dopóki się z nim nie prześpisz nie ma zagrożenia, że będziecie mieć dziecko. Zresztą odpuść to tylko sen. Doskonale wiemy, że ty z nim już nie będziesz. Co prawda Kurek robi sobie czasem jakieś złudne nadzieję i.... Do tego zero dziewczyn papla  tylko o tobie. Tylko, że widzisz.
I ja, i ty wiemy, że ty do niego nie wrócisz, bo zdrady mu nie wybaczysz. Wyluzuj trochę. To tylko sen. Ewentualnie jeśli przyśni Ci się z nim coś jeszcze parę razy to.... Radzę wybrać się do dobrego psychiatry po jakieś tabletki.
-Bardzo śmieszne.
-Ale Anka....To tylko twoja podświadomość. Może nagle przypomniała sobie jakieś miłe sytuacje, które z nim spędziłaś i stworzył w śnie jakąś głupią sytuacje z nim. Jest jeszcze opcja numer dwa i trzy.
-Niby jakie są to opcje?
-Druga to najadłaś się jak cygan jakiś słodyczy przed snem i zaczęły śnić Ci się te wszystkie brednie z Kurkiem,a opcja numer 3 jest taka, że to mógł być proroczy sen.-zaczęła śmiać się jak dzika Aśka.
-Hahahaha....Bardzo śmieszne.-powiedziałam.
-Naprawdę?-zapytała.
-Nie idź spać,bo o 3 rano pierdolisz głupoty.-powiedziałam i rozłączyłam się.
Jaki proroczy sen? Co ja wróżka albo jakaś czarownica jestem, że mi się śnią prorocze sny?
Od razu będę zbijać kokosy na tym, że będę mówić ludziom moje prorocze sny.Prorocze sny nie istnieją. Przecież prorocze sny nie istnieją. Muszę trochę odpocząć i odizolować się od siatkarzy, bo niedługo całkiem zwariuję.

Wkrótce usnęłam. Obudziłam się rano..... Nie w sumie to nie rano, bo o 12 i w sumie to nie sama,bo...... Tata wleciał do mnie do pokoju zadowolony i zaczął coś tam gadać. Zrozumiałam tylko pojedyncze słówka. Mecz, Skra poniedziałek wylot, ty.
*
Wiem, że jestem beznadziejna rozdział jest krótki ale postaram się w weekend dodać mega długaśny na 10 stron. Kocham was ale wiecie, że jest coraz mniej wejść na tego bloga? Chociaż staram się go reklamować. No ale tym zajmę tak na poważnie w weekend.Jeżeli macie jakiś znajomych, którzy czytają jakieś siatkarskie opowiadania i nie wiedzą co teraz czytać możecie dać mu mój link ;) 
Zachęcam jeszcze do odwiedzenia Kurka,Matt'a i Klaudii. To do soboty i tg długiego rozdziału ;D