niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 42


-Czyli zapewne nie muszę Ci powtarzać co mówiłem do dziewczyn?
-Skądże.-odpowiedziałam i dołączyłam do biegających dziewczyn.
Na treningu musiałam się wyładować. Moje życie schodzi na psy. Nic nie jest tak jak bym chciała. Grzesiek coraz bardziej się ode mnie oddala, znalazł sobie kogoś i boję się, że to będzie ta prawdziwa miłość, którą nie jestem ja. Cała ta sytuacja za dużo mnie kosztuję. Po końcu roku szkolnego wracam do Bełchatowa. Co prawda mam Wronę, który myśli, że nie domyśliłam się, że do mnie coś czuję. Bardzo go lubię. Zastępuje mi Grześka ale ma jedną może dwie wady. Nie jest ani Juantoreną ani Łomaczem. Co do Juantoreny jest ze swoją narzeczoną, która jest w 8 miesiącu ciąży. Nie obchodzi mnie już jego życie on dla mnie umarł ale czasem rozmawiając z Kazyiskim pytam się czy wszystko u niego ok. Nie chcę się z nim już nigdy więcej spotkać.  Chcę zacząć wszystko od nowa ale czasem mam taką obawę, że gdy pojawię się na ślubie Kazyiskiego i Eleny znów wszystkie wspomnienia wrócą i znów wpadnę w jakieś beznadziejne bagno.  Gdy trening się skończył i chciałam wychodzić do szatni Kaśka mnie zatrzymała:
-Ej?! Nie czekasz na werdykt?
-Jaki werdykt?-zapytałam zaskoczona
-Czyli jednak się spóźniłaś.-wyskoczył trener.
-Tylko trochę…-powiedziałam spuszczając głowę i pokazując na palcach ile się spóźniłam.
-No dobrze to teraz posłuchamy , która z was zdaniem trenera nadaje się i będzie ćwiczyć w Atomie Trefl Sopot.
-Wybór był trudny. Musiałem wybrać jedną z was, a że potrzebujemy teraz środkowej to wybieram dziewczynę z numerem 3.
-Anka to ty!-popchnęła mnie w jego stronę Kaśka.
-Ania Kubacka- przedstawiłam się.
-Witaj. Jestem trenerem  Atomu. Miałabyś ochotę od przyszłego sezonu dołączyć do składu Atomu?
-Yyy…Nie mam pojęcia. Zaskoczył mnie pan. Musiałabym przegadać sprawę z rodzicami. Po tym roku chciałam już wracać do Bełchatowa.
-Szansa grania w zespole z Orlen Ligi zdarza się tylko raz w życiu.-powiedział trener.
-Jasne, że będę grać-powiedziałam uśmiechając się.
-To może daj mi swój numer to zadzwonimy zgadamy się, podpiszemy umowę.-powiedział.
-Dobrze.-powiedziałam.
Gdy już podałam mu numer zadaliśmy się na podpisanie umowy. Wpadłam do szatni . Dziewczyny mi pogratulowały, a potem poszłam z Kaśką uprzednio się jej pytając czy, któryś raz już z kolei uratuje mi dupę i mnie przenocuję. Gdy już byłyśmy u niej w internacie zjadłyśmy niezdrową paczkę cebulowych chipsów i po kebabie. Nie pytajcie jak to zmieściłyśmy. xdd Leżąc już tak i umierając z przejedzenia stwierdziłam, że muszę o tej całej dziwnej sprawię z Atomem poinformować mamę. Cieszyłam się, że będę grać w Atomie ale to było dziwne.  W każdym razie musiałam się rozejrzeć za nową szkołą w Gdańsku i mieszkaniem. Nie chcę mieszkać z Grześkiem tym bardziej, że teraz się z kimś spotyka. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam;
-Halo?
-Hej mamo.-powitałam ją.
-Cześć. Co tam?
 -Zostaję w Gdańsku na przyszły sezon, bo dostałam propozycję gry w Atomie.
- To świetnie, a co z maturą?
-No…Napiszę ją. Spokojnie. Do szkoły też będę chodzić. Tylko, że w wakacje będę musiała poszukać nowej szkoły i mieszkania.-powiedziałam spokojnie.
-Szkołę to jeszcze rozumiem ale… Czemu akurat mieszkanie? Pokłóciłaś się z Grześkiem?
-Nie. Nic z tych rzeczy ale Grzesiek zaczął się spotykać z jakąś dziewczyną i wygląda, że to coś poważniejszego po prostu nie chcę mu przeszkadzać i kręcić się po mieszkaniu.-powiedziałam.
-Dobrze. Rozumiem. To o, której mam być po Ciebie w sobotę?
-Jak najprędzej tylko możesz. Dobra ja kończę.-uśmiechnęłam się i zakończyłam połączenie.
Później leżałyśmy z Kaśką żarłyśmy frytki( nie pytacie ile zjadłyśmy. Powiem wam tylko, że tyle to ja chyba jeszcze nigdy w życiu przez jedną noc tyle nie zjadłam.)po czym w końcu przy jakiejś głupiej komedii usnęłyśmy . W taki oto piękny sposób wstałyśmy o 13. Zbytnio się tym nie przejęłyśmy. Zebrałam manatki przebrałam się i wróciłam do domu. Nie żeby coś ale Grzegorz doprowadził mieszkanie do całkowitego porządku i siedział zadowolony na kanapie dyskutując o czymś przez telefon pewnie z Kamińskim:
-Cześć.-powiedziałam tylko wchodząc do mieszkania i znikając za drzwiami w pokoju.
Odłożyłam wszystkie torby i poszłam pod prysznic po czym się przebrałam i zabrałam się za pakowanie rzeczy. Ok.13 wyszłam już w pokoju, który cały był obstawiony w pudła do przeprowadzki z Ikea i zabrałam się za robienie obiadu tym razem zdecydowałam się na pomysł na makaron rurki z sosem pieczarkowym i piersią z kurczaka.  Chwilę potem do kuchni zawitał Grzesiek:
-Pomóc?
-Nie. Dam sobie radę. –powiedziałam krojąc kurczaka.
-Aha.-powiedział.
-Jak tam kolacja?-zapytałam.
-Świetnie. Kamila jest naprawdę sympatyczna lepszej dziewczyny nigdy nie spotkałem.-zaczął zachwalać ją Grzesiek.
-Cieszę się.-powiedziałam spuszczając głowę i nie odrywając wzroku od kurczaka.
-A ty chcesz mi coś powiedzieć?-zapytał.
-Raczej nie.-odpowiedziałam.
-To jak spędzasz wakacje?
-Mówiłam Ci. Jadę nad ten domek nad jeziorem na który chciałem jechać z tobą ale stwierdziłeś, że z 3 małolatów przesiadywać nie będziesz na dwa tygodnie nad jezioro. No i za tydzień jadę do Włoszech na ślub Kazyiskiego.-odpowiedziałam.
-To w końcu kto za mnie pojedzie na ten domek, bo jak mniemam znaleźliście sobie zastępstwo.
-Tak. Znaleźliśmy. Jedzie z nami Wrona. On się bardzo ucieszył i przynajmniej nie określił nas jako trójki małolatów.
-Nadal masz o to pretensję?
-Nie. –odpowiedziałam.
-Więc o co chodzi?
-O nic nie chodzi. Przecież nic nie mówię. No to jak ty spędzasz wakacje?
-No jeszcze nie wiem. Taki spontan. Pewnie z Kamilą gdzieś wyjedziemy na tydzień. Poza tym prawie całe wakacje przy piwie z kumplami w Ostrołęce.
-Fajnie.-powiedziałam.-Grzesiek?
-Co?-odpowiedział siadając na blacie.
-Wyprowadzam się.-powiedziałam na jednym wdechu.
-Czemu?-zapytał niepewnie.
-Nie widzisz, że nie możemy się dogadać?-zapytałam.
-To nie jest powód, żeby się wyprowadzić.
-Nie w ogóle.-przewróciłam oczami- Grzesiek. My się nie dogadujemy. Po prostu chcę się wyprowadzić. Chcę coś zmienić i kogoś poznać i wreszcie nie tkwić w tej beznadziejnej chujni. –wyrzuciłam z sb.
-Gdybyś naprawdę chciała z kimś być to już byś z kimś była. Nie uważasz?-zapytał
-A może brak odpowiedniego kandydata?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-A to niby moja wina, bo mieszkasz ze mną?
-Nie po prostu mieszkając z tobą się cofam.
-Czemu?
-Nie mogę patrzeć w przód, bo ciągle wracam się do Ciebie czekam na Ciebie.
-Nie rozumiem.
-To zrozum, bo to nie jest zbyt skomplikowane. Teraz Ci coś powiem i to szczerze. Jak najszczerzej potrafię.
-Dawaj.
-Wiem, że jestem niedojebana, bo zrozumiałam to dopiero jak się ode mnie trochę odsunąłeś i mi wygarnąłeś zrozumiałam, że Cię kocham i wiem, że teraz to już po ptakach, bo i tak jesteś z Kamilą. –powiedziałam wrzucając kurczaka na patelnie.
Grzesiek chwilę stał jak oniemiały, a ja się na niego popatrzyłam po czym zrozumiałam ”Jednak jesteś pierdolnięta Anka. Mogłaś mu to powiedzieć jakoś tak naturalniej i subtelniej”
-Wiem co teraz myślisz.-powiedziałam cicho.
-Nic Anka nie wiesz. Nie wiesz jakie życie potrafi być zjebane i nie wiesz jak to jest czekać na dziewczynę pół roku, a gdy już sobie odpuściłem i znalazłem kogoś ona mówi, że mnie kocha.
-Przepraszam. Chciałam Ci to powiedzieć po prostu przed moim wyjazdem. Przecież to nic między tobą, a Kamilą nie zmienia. Ja też nadal będę Cię traktować jak kumpla. Nic się nie zmienia. Powiedziałam to tylko, żeby nie żałować Ci, że nie powiedziałam tego co czuję za pół roku.
-Musze się przejść.-powiedział i wyszedł z kuchni, a potem mieszkania.
Ja zostałam sama. Skończyłam gotować makaron, zrobiłam sos dodałam pierś z kurczaka i danie gotowe. Zniknęłam w pokoju i ze słuchawkami na uszach siedziałam na Facebooku. Pisałam trochę z Olką i Wroną. Zadzwoniłam do mamy i zaczęłam:
-Mamo…Ja nie wiem czy chcę grać w tym Sopocie. Może życie sportowca nie jest dla mnie? Ja bym chciała być normalna.
-Ale Ania. Co ty gadasz? Jesteś normalna.
-Wiem ale ja już bym chciała wrócić do Bełchatowa. Chciałabym mieszkać z tobą i z tatą jak dostanie czasem urlop i do nas przyjedzie, a potem wyjechać gdzieś na studia. Chcę mieć normalne koleżanki z, którymi będę robić sweet focie na fejsa i spotykać się po szkole, a nie ciągle harować na treningu. Nie chcę ciągle martwić o  to jak zagram w meczu, bo to moja droga do kariery.. Chcę mieć normalnego chłopaka i martwić się tylko tym. Żeby mi pryszcz  w dniu randki nie wyskoczył.-powiedziałam smutna.
-Co się stało?
-Nic. Po prostu tęsknie za domem i chcę już wracać.
-Mogę dopiero przyjechać do Ciebie w sobotę. Jutro mam zebranie zarządu.
-Wiem. Nie oto chodzi.
-A o co Ania?
-Że mnie to chyba wszystko przerasta. Ja po prostu chcę mieć święty spokój nie chcę być tą byłą Kurka nie chcę być tą złą co zabrania Łomaczowi być z kimś szczęśliwym. Potrzebuję po prostu czasu.-powiedziałam.
-Posłuchaj. Zrobimy tak. Jutro odbierzesz świadectwo i  posiedzisz w Gdańsku jeszcze ten dzień, a jutro z samego rana u Ciebie będę.
-Dobrze. To ja kończę.-powiedziałam cicho rozłączając się.
Skuliłam się tylko w kłębek i siedziałam skulona. Tęskniłam za moim życiem tęskniłam za Asią. Szybko wyjęłam telefon i niepewnie wybrałam numer zielonookiej.
-Halo?-powiedziała Aśka.
-Cześć.-powiedziałam smutna.
-Ania?
-Tak to ja. Słuchaj w sobotę będę w Bełchatowie spotkamy się o 20 w Belli?-zapytałam.
-Jasne. Będę czekać. Przy naszym stole.
-Dziękuję. To cześć Asiu.-powiedziałam zakańczając połączenie.
Rzuciłam telefon na łóżko i nie wiem przez ile czasu rozmyślałam. Gdy za oknem było już ciemno i widać było tylko przejeżdżające samochody na ulicy usłyszałam jak Grzesiek wchodzi do mieszkania.   Uchyliły się drzwi od mojego pokoju, a w progu drzwi widniała sylwetka Grześka:
-Śpisz?-zapytał mnie.
Grzesiek wyszedł z pokoju, a ja leżałam cicho i udawałam, że śpię, bo co bym mogła mu powiedzieć. Nie mam już nic do powiedzenia.
Grzesiek wyszedł z pokoju, a ja tylko głośno odetchnęłam i tym razem morfeusz zabrał mnie do swojej pięknej krainy. Śniło mi się… W sumie nic mi się nie śniło. Kompletna pustka. Wszędzie czarno. Wstałam przed dzwonieniem budzika co było nie lada wyczynem.  Podreptałam jak najciszej do łazienki. Tam wzięłam prysznic, ogarnęłam się i przebrałam w czarne rurki, biały t-shirt i granatową marynarkę i z łososiowymi podwijanymi rękawami całość dopełniły czarne szpilki.
Grzesiek jeszcze spał, a ja wyszłam na zakończenie roku szkolnego. Jak zwykle było nudno. Uczyłam się w różnych szkołach w różnych krajach ale zawsze było tak samo nudno. Odebrałam swoje świadectwo i wróciłam do mieszkania. Od progu powitał mnie śmiech Kamińskiego, Żalińskiego i Ruska. Ten pierwszy od razu wyskoczył ucieszony z pokoju i powiedział:
-Dawaj  te świadectwo! Ile pał!
-Daj mi spokój Kamiński…-powiedziałam wymijając go i idąc w stronę swojego pokoju.
-O nie! Mnie się tak szybko nie pozbędziesz.-powiedział przerzucając mnie przez ramie i idąc w stronę dużego pokoju.
-A teraz usiądziesz przy Grzesiu i dasz nam swoje piękne świadectwo-powiedział zrzucając mnie koło Grześka.
-Sorry nie ma miejsca.-perfidnie się uśmiechnął do mnie Żaliński byle bym tylko nie usiadła.
-No to na kolanka do Grzesia usiądziesz.
-Wolę postać.-powiedziałam podając mu papierową teczkę z logiem szkoły i moim świadectwem.
-Uuu…Wyczuwam kłótnie.-zawył Rusek.
-Źle wyczuwasz.- powiedziałam.
-3 tróje?! O ty ! Niedobra! Grzesiek skarć ją!- powiedział Kamiński studiując uważnie moje świadectwo.
-Dorosła jest. Niech robi co chcę. Ja ją karcić nie bd.
-Dobra Kamiński daj mi to świadectwo…Musze dokończyć się pakować.
-Wyjeżdżasz do Bełchatowa? Na ile?
-Na długo. Jeszcze nwm ale raczej nie wrócę już do Gdańska.-odpowiedziałam zamykając się w pokoju.
Jeżeli myślicie, że poszłam się pakować to jesteście w błędzie ja rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Chłopacy jeszcze do 12 o czymś dyskutowali. Potem do mojego pokoju zapukał Grzesiek.
-Ania otwórz.
-Już.-powiedziałam cicho wstałam z łóżka i poszłam otworzyć drzwi.
-Ania. Płakałaś??
-Nie.-odpowiedziałam.
-Chodź tu do mnie.-powiedział rozkładając swoje ręce.
Ja się tylko w niego wtuliłam.
-Wiem, że teraz nie jest zbyt kolorowo, że te pół roku między nami było chujowe, że i ja i ty się zmieniliśmy ty w lepszym tego słowa znaczeniu ja niestety na gorsze i dopiero teraz to dostrzegłem. Wiem, że Ci jest ciężko ale zrozum też mnie.
-Wiem Grzesiek, nie mam prawa się wtrącać do twojego życia.
-Masz, bo jesteś moją przyjaciółką i kobietą, którą kocham.-powiedział i rozłożył swoje ramiona, a ja bez zastanowienie w nie wpadłam.-Wiesz, że mi na tb zależy i że chcę z tobą być ale już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Może być lepiej albo gorzej.-powiedział Grzesiek.
-Wiem. Postarajmy się, żeby było lepiej.
-Dobrze-odpowiedział i pocałował mnie lekko w usta.
-Kocham Cię Grzesiu.
-Ja ciebie też maleńka.-powiedział całując mnie w głowę.
Staliśmy tak aż nie przerwał nam dzwonek do drzwi:
-Zobaczę kto to.-odpowiedziałam.
-Nie   idź.-zaskomlał Grzesiek..
-Musze. Zaraz przyjdę.
-Skoro tak.-powiedział powoli uwalniając mnie z uścisku.
Poszłam otworzyć drzwi i oniemiałam. Za drzwiami stał ktoś trzymający wielki bukiet róż. Mi od razu przypomniało się kto ostatnio wysłał mi taki bukiet. Przełknęłam swoją ślinę, a gość zza bukietu odezwał się:
-Dzień Dobry. Poczta Kwiatowa. Pani Anna Kubacka?
-Tak to ja. Coś się stało?-zapytałam.
-Bukiecik dla pani. Proszę tu podpisać.
-Dziękuję.-powiedziałam podpisując  kwitek i zabierając kwiaty po czym zamknęłam drzwi.
-Kto to?-przytulił się do mnie Grzesiek.
-Poczta Kwiatowa.
-Od kogo??-zapytał.
-Juantoreny. W sumie przyjęłam tylko to dlatego, że jest dołączona do tego karteczka, a chcę zobaczyć co napisał.
-Mogę też?-zapytał.
-Jasne.-pocałowałam go w policzek.
Otworzyłam karteczkę i przeczytałam ”Wiem, że  dla Ciebie nie umarłem tylko nadal żyje i będę na zawszę w twoim sercu. Liczę dni do ślubu Kazyiskiego, bo wiem, że wtedy się spotkamy. Choćby to było już nasze ostatnie spotkanie w życiu. Wiem, że nie chcesz mnie widzieć ale nie jestem na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, że przyjdziesz na ślub Mateja i Eleny. Twój zawsze kochany Osmany ;*”
-Bleeee….-powiedziałam.
-Co napisał. Przepraszam ale nie znam włoskiego.
-Napisał, że wie, że dla mnie nie umarł tylko żyje i wie, że zawsze w moim sercu będzie tylko on i liczy dni do ślubu Kazyiskiego, bo wie że się tam ze mną spotka, bo jest pewny, że nie opuszczę Eleny i Mateja w takiej chwili.
-Debil…-parsknął Grzesiek.
-Nie pojedziesz sama na ten ślub.
 -Nie jadę sama.-odpowiedziałam.
-Tylko z kim?.. Nie musisz w sumie mówić Wroną. Zgadłem?
-Tak ale ja mu wyświadczam przysługę, bo idę na wesele jego kuzynki, a on na Mateja i Eleny. Chciałam Ciebie zaprosić ale wiesz dobrze, że się nam nie układało wtedy. –powiedziałam przytulając go.
-Wiem-odpowiedział i mnie pocałował. –Tylko masz być grzeczna żadnych Kubańczyków, Włochów, Wron i innego ptactwa zrozumiano?
-Przecież doskonale wiesz, że ja taka nie jestem, żeby mieć chłopaka i chodzić z moim zajętym eks, którego była obecna jest w ciąży.-powiedziałam.
-Wiem. Tylko się pilnuj. –powiedział całując mnie w usta.
-Ty się też tu zbytnio nie baw. Niech Cię melanż zbytnio nie ponosi.
-Dobrze. –powiedział znów wbijając się w moje usta.
-Chodźmy do mnie. Obejrzymy sobie jakiś film, pogadamy, poprzytulamy się.-powiedziałam.
-Jest 13.
-No to co?-zapytałam.
-W sumie nic. Chodź już-pociągnął mnie za rękę.
Położyliśmy się na moim łóżku o przytuleni dyskutowaliśmy o najprzeróżniejszych tematach. Gdy Grzesiek zbiegł na temat mojego wyjazdu:
-Wrócisz tu w nowy rok szkolny?
-Wrócę.-odpowiedziałam.
-Zobaczysz wszystko się ułoży. Ja będę grał w  Lotosie Trefl Gdańsk, a ty będziesz się uczyć i grać w smsie.
-Właściwieee…To nie bd się już uczyć ani grać w Sms’ie. Dostałam propozycję żeby zagrać w Atomie.-powiedziałam.
-To dobrze. Świetnie wręcz. Będziemy mieć treningi w tej samej hali o tych samych godzinach praktycznie. Tylko, że wy wtedy bd mieć na siłowni, a my na hali i na odwrót. Będziemy spędzać ze sb mnóstwo czasu. Zobaczysz. Bd świetnie.
-Wiem. –uśmiechnęłam się, a on mnie tylko pocałował.
-Mógłbym Cię wziąć tu i teraz.-powiedział między pocałunkami rozgrywający.
-Grzesiek!
-Żartowałem. Jestem głodny. Zakładam, że ani tobie ani mnie nie chcę się gotować więc zapraszam Cię na obiad. Ewentualnie potem jak wrócimy to…
-Grzesiek!
-Żartuje. Wszystko w swoim czasie ale wiesz skoro my już to ze sobą robiliśmy to co nam szko…
-Grzesiek!-zapiszczałam, a na mojej twarzy pojawił się gigantyczny uśmiech.
-Przecież wiesz, że żartowałem. Teraz chodź.-powiedział chwytając mnie za rękę. Tak w oto cudowny sposób wyszliśmy spędzić na mieście popołudnie jedząc w jakiejś knajpce.
-Mam ochotę na BigMac’a.-powiedziałam.
-Chcesz iść do McDonalda?
-No chyba, że wolisz Kebab albo pizzerie.
-Myślałem, że pójdziemy w ustronniejsze miejsce.
-Źle myślałeś.-zaśmiałam się idąc z nim przez ulice cały czas trzymając się za rękę. –Żartuje. Zrobimy tak. Pójdziemy do Maca zjemy to na co mamy ochotę, a później przejdziemy się do romantycznej, cichej i spokojnej kawiarenki. Co ty na to?
-Bomba.-odpowiedział kierując się w stronę MacDonald’a.
Zjedliśmy w Macu to co każdy z nas zamówił, a potem poszliśmy do tej kawiarni.
-Gregor. Ja nic więcej nie zmieszczę.
-Zmieścisz .
-Będę gruba, a potem mnie zostawisz i co?
-Ja Cię nie kocham za wygląd choć fakt, jesteś śliczna. Ja Cię uwielbiam  za twój charakter i sposób bycia.
-Kocham Cię.-powiedziałam całując go w usta.
 -Wiem. Powtarzałaś to mi kilka razy.
-Grzesiek?
-Tak?-odpowiedział rozgrywający.
-Tęsknie za domem.
-Nie rozumiem.-odpowiedział.
-Za rodzicami tęsknie. Gdańsk to wspaniałe miasto. Chcę z tobą być ale...Nie wiem czy moja psychika prędzej nie siądzie.
-Jak to?
-Nie wiem czy będę miała jeszcze tyle siły, żeby wytrzymać kolejny rok w Gdańsku. Wiem, że teraz będzie inaczej, bo mam ciebie. Ja po prostu się boje i w sumie nie wiem czemu Ci to powiedziałam.-westchnęłam.
-Dobrze, że mi to powiedziałaś. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nasze życie nigdy nie będzie łatwe choćby ze względu na to, że ja i ty jesteśmy sportowcami. W dodatku ja mam studia co prawda zaoczne ale i tak muszę się na nich uczyć, a ty masz jeszcze szkołę ale razem damy radę. Ty jutro jedziesz do domu, a ja do swoich rodziców potem się zgadamy i spędzimy razem czas albo przyjedziemy do Gdańska albo do Ostrołęki lub jak zechcesz do Bełchatowa. No jest jeszcze opcja, że zaszyjemy się gdzieś daleko od wszystkich na całe wakacje.
-Dobra ale.. Na całe nie mogę. Muszę poukładać trochę spraw. Najpierw spotkam się z Aśką i wyjaśnimy sobie parę niepoukładanych spraw między nami potem wyjeżdżam do Włoszech na ślub Kazyiskiego z Eleną i w Lipcu mam też domek nad jeziorem jakbyś nie pamiętał jak mi odmówiłeś.
-A ty zabrałaś Wronę...
-Nie chciałeś.-wzruszyłam ramionami.
-Tak też fakt.
-Jeszcze w Sierpniu jadę z Wroną na ślub jego kuzynki.
-Masz więcej czasu zaplanowanego z Wroną niż ze mną. Robię się zazdrosny.-zaśmiał się.
-Nie masz o co i o kogo.-uśmiechnęłam się.
-Jesteś pewna?-zapytał się rozgrywający.
-Tak.
-No to jesteś w błędzie. Mam o kogo, a dokładniej o...
-Wronę.-zaczęłam się śmiać.
-Jakaś ty głupia. O Ciebie.-powiedział pstrykając mnie w nos.
-Wracamy?-zapytałam się.
-Po co?
-Muszę się spakować. Zresztą jestem zmęczona.
-Czym?-zapytał się rozbawiony.
-Sama nie wiem. Tak po prostu.
-Dobra to idziemy-powiedział Grzesiek wychodząc i trzymając mnie za rękę.
Gdy już doszliśmy do mieszkania i znaleźliśmy klucz od mieszkania, bo mi w torbie nie chciało się szukać, a w kieszeni Grześka spodni jest wszystko. Guma do żucia, portfel, telefon, kartka z nr telefonu zapewne jakiejś dziewczyny, lizak z biedronki oraz klucze do samochodu z breloczkiem w kształcie puszki od sprite. Dopiero potem na samym dnie znalazł się klucz do mieszkania.
-Pojemne masz te kieszenie. Nie ma co. A kto to Dominika?-zapytałam się czytając karteczkę z numerem.
-Emmm... No wiesz my wtedy to nie byliśmy jeszcze razem.-zaczął się dziwnie tłumaczyć i wyrwał mi żółtą karteczkę z dłoni.
-Luz Grześ. Otwieraj-uśmiechnęłam się.
Wpadliśmy do mieszkania i ja poszłam od razu do pokoju pakować się, a Grzesiek do siebie do pokoju.
Gdy już się spakowałam leżałam na łóżku ze słuchawkami na uszach. Drzwi od mojego pokoju się otworzyły. Do mojego pokoju wszedł Grzesiek. Ja zdjęłam słuchawki i zapytałam:
-Co tam?
-Pomyślałem, że spędzimy trochę czasu i wiesz zrobiłem gorącą czekoladę i maliny przyniosłem.
-Kim jesteś i co zrobiłeś z moim Grześkiem?-zaśmiałam się.
-To ja Grzesiek i lepsza strona mnie.
-Ta twoja lepsza strona jest urocza. Chodź.-poklepałam miejsce na łóżku. Rozsiedliśmy się na moim łóżku i popijając gorącą czekoladę oraz podjadając co jakiś czas maliny oglądaliśmy Dexter'a. Potem gadaliśmy i tak wtuleni w siebie zasnęliśmy. Obudził mnie budzik. Zaklęłam po czym zeszłam z łóżka. Grzesiek smacznie chrapał. Wczoraj uzgodniliśmy, że na razie o niczym nie mówimy naszym rodzicom. Dowiedzą się sami jak przyjdzie odpowiednia pora. Wzięłam prysznic i się ogarnęłam po czym ubrałam się w  czarne rurki- i  biały t-shirt  . Gdy wyszłam z łazienki. Grzesiek siedział już ubrany z moją mamą w kuchni.
-Heej!-przytuliłam mamę.
-Khym.-odkaszlnął Grzesiek.
-Tobie też cześć.-dałam mu buziaka w policzek.
-No to Ania zabieraj swoje wszystkie rzeczy i jedziemy do domu.
-Właaściwieee....
-Co się znów stało?
-Zostaję w Gdańsku z Grześkiem. Jestem pewna na 100%.
-Na 100%?-zapytała mnie..
-No dobra może na 96. -powiedziałam.
-Czyli zabieraj ciuchy i te twoje najważniejsze rzeczy i jedziemy.-powiedziała wstając mama.
-Dobra.-powiedziałam.
Wręczyłam mamie i Grześkowi po 2 kartony, a sama zajęłam się przenoszeniem moich 2 toreb treningowych i 2 walizek.
Grzesiek wstawił walizki i szybko zmył się na górę. Ja powiedziałam tylko mamie:
-Poczekaj  idę pożegnać się z Grześkiem za moment wracam.
Mama czekała w samochodzie, a ja szybko wparowałam do mieszkania:
-Co tak szybko uciekłeś?
-Miałem nadzieję, że tu przyjdziesz jak się z tb nie pożegnam na dworze, a wiesz przyjacielski uścisk mi już nie wystarczy.-pow podchodząc do mnie.
-A gdybym odjechała bez pożegnania?
-Nie odjechałabyś. Za dobrze cię znam.
-Gdybym...
-Nie odjechałabyś-powiedział przytulając mnie najmocniej jak tylko umiał Grzesiek.
-Ale gdybym...
-Znam Cię za bardzo-powiedział przysysając się do moich ust.
Potem się pożegnaliśmy i pojechałam z mamą do Bełchatowa.
Gdy już dojechaliśmy  wypakowałam wszystkie rzeczy z Auta. Rzuciłam się na łóżko i przysnęłam. Obudził mnie telefon:
-Halo?-powiedziałam zaspana.
-Nie śpij. Wakacje masz.-roześmiał się Grzesiek.
-A idź w....-nagle przerwałam, bo nie mogłam powiedzieć mojemu chłopakowi "A idź w chuj spać chcę."-Zmęczona się znaczy jestem.
-Czyli dziś będziesz tylko spać?
-Nooo...Nie. O 20 umówiłam się w Belli z Aśką.
-Z kim?
-Z Aśką.-odpowiedziałam.
-Powtórz, bo nie zrozumiałem.
-Z Aśką muszę się spotkać. Teraz dopiero zrozumiałam, że nasza przyjaźń rozpadła się z błahych powodów i chcę wyprostować parę spraw.
-Mądrze.
-A ty co robisz, kochanie?-zapytałam.
-Właśnie skończyłem się pakować, bo jtr ruszam do Ostrołęki.
-Ooo...Jak fajnie .A ile będziesz u nich siedzieć?
-Jeszcze nie wiem. Pewnie z 2,5 tygodnia.-powiedział.
-To spoko. Ja teraz będę 4 dni siedziała w Bełchatowie, a potem jadę z Wronką do Włoszech na ten ślub.
-A ile tam będziecie?
-Wiesz co ja to nawet nie wiem, bo chce trochę z tatą posiedzieć i z Mileną się umówiłam, że pojedziemy do niej do domku nad jeziorem więc nie mam pojęcia. Z tego co wiem to Andrzej wyjedzie we wtorek, bo jego chrześniak ma urodziny w środę.
-To dobrze. Przynajmniej nie będę taki zazdrosny.-zaśmiał się.
-Szaleńcu ty. Nie masz być o co zazdrosny. Dla mnie nie liczy się nikt oprócz Ciebie.
-Jak miło to słyszeć.-powiedział.
-Dobra. Kończę Gregor. Muszę wiąż gorącą kąpiel i...spotkać się z Aśką.
-Dobrze. Pa. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.-powiedziałam rozłączając się.
Poszłam do łazienki wzięłam gorącą kąpiel, owinęłam się ręcznikiem po czym przebrałam i udałam się w kierunku kawiarni. Przy naszym stole siedziała już Aśka.
-Cześć-powiedziałam podchodząc i siadając.
-Witaj.
-Cieszę się, że przyszłaś.
-Tak. Ja też się cieszę, że Cię widzę.
Gadałyśmy na jakieś błahe tematy. Zamówiłyśmy sobie wielką serową pizze i dwa koktajle truskawkowe.
-Aśka. Wiesz, że bywam porywcza, dziwna często też mam swoje humorki ale nie mogę pozwolić, żeby nasza przyjaźń rozpadła się z tak błahego powodu. Ten rok bez Ciebie to były katusze.
-Ja też Cię przepraszam. Nie powinnam się wtedy tak zachować.
-Ja też.-powiedziałam po czym wtuliłam się w blondynkę.
Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy cały wieczór. Jutro umówiłyśmy się na zakupy i do kina. Wszystko wraca na taki tor jaki powinien być. Teraz jest niemal idealnie.

Wróciłam koło 1 do domu.
*
Rozdział beznadziejny. Kurwa. Ja coś takiego napisałam? Leże i nie wstaję. Musiałam mieć ostrą banie. Tak to jest jak piszę się o 4 w nocy. Przepraszam was za to coś wyżej. Masakra. Postaram się żeby było lepiej ale....Nic nie obiecuje, bo moja wena jest ulotna jak ulotka. xd 
Przepraszam, że tak długo czekaliście na ten rozdział ale brak internetu i ten wyjazd na, którym nie było wi-fi to już nie było akurat nie było z mojej winy. Dużo się dzieję. Myślę, że akcja się rozkręca i wszystko idzie w dobrym kierunku. Komentujcie.  Chciałam dodać ten rozdział  już 2 sierpnia, bo wtedy ten blog jak i te opowiadanie obchodziło 6-miesięcznice. Niestety brak internetu (netia to najgorszy dostawca jakiego znam i jeżeli ktoś rozważa z nim podpisanie umowy to nie polecam.) mi na to nie pozwolił. Także może pod tym postem napisze co nieco co chciałam wam przekazać w tym dniu. Dziękuje wszystkim, którzy czytają to opowiadanie, którzy je komentują, którzy mnie wspierają. Dziękuje Annie, która czasem daje mi pomysły i natchnienie na tego bloga. Dziękuje osobom dzięki, którym blogom zaczęłam pisać. Dziękuje wam wszystkim i mam nadzieję, że będziecie dalej śledzić te opowiadanie i nigdy wam się ono nie znudzi. Dziękuje gorąco wszystkim ! Kocham was! Co myślicie o rozdziale piszcie w komach ;D Chętnie poczytam wszystkie opinie (nawet złe.)

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 41


-Ok.
Gdy już każdy jadł pani Krysia zaczęła:
-Wyśmienite spaghetti.
-To zasługa Andrzeja i jego magicznego przepisu. –zaśmiałam się-Ja tylko trochę pomagałam.
-Pilnowałaś, żeby woda z makaronem nie wykipiała. – zaczął się śmiać Wrona.
-Też ważne zajęcie-uśmiechnęłam się.
-To ile już jesteście razem?-zapytała mama Grześka.
-Nie jesteśmy razem.-powiedziałam.
-Właśnie przyjaźnimy się.-powiedział Wrona.
-Właśnie przyjaźnią się.-poparł nas Łomacz.
-To już Ci mój Grzesiek jako przyjaciel nie wystarcza?-uśmiechnęła się kobieta, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
-Niestety Grzesiek nie znajduje dla mnie zbyt wiele czasu. Wie pani to jest na zasadzie, że on się pojawia i znika.
-A to gdzie mieszka Andrzej?-zapytała się kobieta.
-W czasie sezonu ligowego w Bydgoszczy. Potem wracam do mamuńci do Warszawy. –zaczął się śmiać.
-I Andrzej ma dla Ciebie więcej czasu niż Grzesiek z, którym mieszkasz?-zaczęła się pytać jego mama.
-Krysiu. Nie wtrącaj się. Przecież wiesz, że chodzi o sam fakt, że Grzesiek to papla i nie należy mu powierzać żadnych tajemnic.
-No tak ale.-westchnęła kobieta.
-Nie marudź. Ania sama wybiera sobie przyjaciół, a że Grzesiek to… Grzesiek.
-Dzięki tato-wymruczał rozgrywający.
-Kocham Cię Grześ ale no… Oboje wiemy jaki jesteś.- westchnął jego ojciec.
Grzesiek jeszcze ględził i mówił, że nawet własny ojciec go krzywdzi gdy nagle po kolacji Wrona wstał i powiedział :
-Na mnie czas.
-A ty gdzie?
-Do Warszawy jadę. –odpowiedział.
-Po nocy Cię nie puszcze. –powiedziałam.
-Mamie obiecałem. Musze być przed północą w domu.
-Właśnie mamie obiecał. Ania..-powiedział Grzesiek trochę z przekąsem.
-Ale napisz przynajmniej jak dojedziesz. Dobrze?- zapytałam podnosząc się z krzesła.
-Jasne-przytulił mnie- To do widzenia. Miło było mi państwa poznać. Nara Gregor.
-Siema-odpowiedział Grzesiek.
-Do widzenia-odpowiedzieli razem rodzice Grześka.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę z rodzicami Grześka gdy nagle postanowiłam posprzątać i zmyć się do swojego pokoju. Już brałam talerze do ręki gdy Grzesiek zaproponował:
-Ja posprzątam. Ty się poucz czy tam co ty tam lubisz robić.
-Spokooo…-wymruczałam i wybyłam do swojego pokoju.
Cały wieczór oglądałam bezsensowne filmy na laptopie, sprawdzałam co się dzieję na facebook’u i inne tego typu badziewia. Potem poszłam wziąć prysznic i spać. Obudził mnie budzik. Pis joł nie ma to jak wstawać o 6 do szkoły. Poszłam do łazienki w, której wzięłam prysznic i się ogarnęłam. Potem pożegnałam się z rodzicami Grześka którzy dzisiaj już nas opuszczają (nawet nie wiecie jak się cieszę) i dziwnie uradowanym Łomaczem. Wróciłam ze szkoły po treningu było ok.2 Grzesiek siedział uradowany na kanapie:
-Co ty taki zadowolony?  To ostatnimi czasy w ogóle do Ciebie nie podobne.
-A jednak.-uśmiechał się. –Idę do kwiaciarni. Wracam za pół godziny.-powiedział.
-Jasneee……….-powiedziałam smutna.
Kocham go ale w sumie robi mi się coraz bardziej obojętny. Poszłam do kuchni i zjadłam moje kochane płatki na mleku po czym przebrałam się   i rzuciłam na łóżko trzymając mojego kochanego pluszowego króliczka i rzucając go aż pod sufit. Miałam jeszcze godzinę do wyjścia z Kaśką, bo umówiłam się z nią do galerii. Maltretowałam tak tego miśka jak  ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Wchodź. Nie się czaisz.-powiedziałam nadal leżąc a łóżku i podrzucając pluszaka.
-Bo jaa…-zająkał się Grzesiek, a ja podniosłam wzrok.-Chciałem Cię prosić, żebyś wyautowała z mieszkania na jedną noc, bo chcę tu zaprosić dziewczynę na, której mi bardzo zależy.
-Jasne -powiedziałam smutna-Spotykasz się z jakąś dziewczyną?
-Koleżanką, którą lubię.-poprawił mnie.-Zresztą to moje mieszkanie.
-Tak? A kto mi wmawiał, że jego mieszkanie to też moje i, że mam się czuć jak u siebie? Zresztą daj mi spokój Grzesiek. Co się z tobą dzieję?
-Co się ze mną dzieję? Nic. Kurwa! Wszystko przez Ciebie!
-Przeze mnie?
-Tak przez Ciebie. Przez Ciebie szukałem szczęścia tam gdzie nie potrzeba, przez Ciebie lądowałem w łóżku z dziewczynami na jedną noc, przez Ciebie robiłem jeszcze mnóstwo rzeczy, bo czekałem, aż w końcu dojrzejesz i może jednak powiesz mi, że mnie kochasz. Teraz przestałem marzyć. Chcę wreszcie być w normalnym związku. Ja mam prawie 26 lat.
-A nie przyszło Ci na myśl, że ja może Cię kocham i chciałam Ci to powiedzieć  od razu po przyjeździe z Italii, bo najpierw chciałam załatwić tą całą sprawę z Juantoreną ale ty miziałeś się z Martyną i mało tego  powiedziałeś „Zostałem MVP dla Ciebie.” Dlatego Ci tego nie powiedziałam !
-Przecież wiedziałaś, że to nie na poważnie! Mój związek z nią nie był poważny!- wykrzyczał.
-Pierdol się-powiedziałam trzaskając drzwiami i wychodząc z mieszkania.
Udałam się wolnym krokiem do galerii Bałtyckiej gdzie miałam spotkać się z Kaśką:
-Siema. Co ty taka zła?-powiedziała wstając z ławki.
-Przez tego chama i prostaka.
-Możesz mówić jaśniej?
-Mentosa-westchnęłam. -Co się stało?-zapytała.
-Zapytał czy mogę się wyautować z mieszkania na jedną noc, a potem ja mu odpowiedziałam, że jak wyjdę dzisiaj z domu na noc to więcej tu moja noga nie postanie. No to zapytał się czemu, a wiesz jaki był dla mnie ostatnio Grzesiek to mu wszystko wygarnęłam, a ten powiedział, że to jego mieszkanie, że to moja wina, że spotykał się z jakimiś nie wiadomo jakimi dziewczynami i, że czekał aż się wybudzę ze snu i może się przekona, że go kocham ale taki czyn z mojej strony nie nastąpił i teraz chcę zacząć żyć od nowa, bo ma już 26 lat i nie ma czasu na takie podchody.- powiedziałam- Fakt. Zareagowałam zbyt ostro jak  się zapytał ale jeżeli on chcę spędzić noc z dziewczyną to może nie w naszym wspólnym mieszkaniu? Ja nie sprowadzam tam bóg wie kogo tylko czasem wpadasz ty i…
-Wrona-dokończyła za mnie przyjaciółka.
-No tak ale przecież ja nigdy nie kazałam mu wychodzić z domu jak on jest albo nawet proponuje mu przyłączenie się .
-Może mu nie w smak, że Wrona do was ciągle przyjeżdża.
-Jak ciągle? Raz na jakiś czas, a jak by mu się coś nie podobało to mógł coś powiedzieć, a nie .
-Ania. Należysz do osób dość wybuchowych. Może Grzesiek po prostu bał się odezwać?
-Czyli??
-Myślę, że Cię poniosło, że to ty zawiniłaś i powinnaś go przeprosić.
-Chodź do jakiegoś sklepu z alkoholem. Kupie mu prezent na przeprosiny, żeby miał czym popijać z tą swoją lubą. – powiedziałam ciągnąc Kaśkę w stronę sklepów.
Kupiłam mu wino i szybko zmyłam się do domu. Jeszcze dogadałam się z Kaśką, że będę u niej dzisiaj nocować. Wpadłam do mieszkania stanęłam w progu kuchni i powiedziałam:
-Przepraszam. Poniosło mnie. Masz dzisiaj mieszkanie dla siebie zanocuje u Kaśki-powiedziałam wciskając mu butelkę z winem do ręki.
-Mnie też poniosło.-powiedział
-To ja zjeżdżam do Kaśki tylko się spakuję i pamiętaj. Nie chcę zostać ciotką.-uśmiechnęłam się wchodząc do pokoju.
Spakowałam tylko rzeczy na trening, bo mamy dwa treningi we wtorki po czym jeszcze drugą torbę z ubraniami.
-Wracam o 7 rano. Mam nadzieję, że będziecie w miarę ogarniętym stanie.
-Nie martw się.
-Łatwo Ci mówić…-powiedziałam i wyszłam z mieszkania.
Oczywiście jak to ja Anka Kubacka zawsze muszę coś zrobić i spóźniłam się na trening. Wpadłam do hali gdy trener mówi:
-Pamiętajcie. Macie się nie stresować i normalnie trenować. Zrozumieliśmy się?-zapytał.
-Tak trenerze.-odpowiedziałyśmy chórem gdy trener mnie zobaczył wiążącą sznurówki powiedział:
-Kubacka?! Znowu się spóźniłaś?
-Nie trenerze. Byłam punktualnie-skłamałam.
*
Jutro o 5 wyjeżdżam do Gdańska więc nie mam czasu na zbytnie rozpisywanie się tu bo ja jeszcze nie spakowana. Dzięki wam za wszystkie komentarze i przepraszam, że sama nie komentuje waszych opowiadań. Jestem na bieżąco ale po prostu brak mi czasu na komy. Obiecuję, że w poniedziałek jak wrócę odeśpię kaca i te sprawy to wszystko nadrobię. Zapraszam do komentowania i przepraszam, że was zaniedbałam to się już więcej nie powtórzy obiecuję.

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 40

Czas leciał nie u błagalnie. Zanim się spojrzałam, a już był Maj. Co do młodej ligi. Zajęłyśmy 2 miejsce. Trener przestawił mnie z rozgrywającej na środkową i dopiero wtedy osiągnęłam najlepszą formę w tym sezonie. Kontakty z Grześkiem się pogorszyły. Nawet nie pojechał ze mną na 18 Dawida. Ja nadal go kochałam zawsze gdy chciałam mu powiedzieć, że mi na nim zależy on ma jakieś pilniejsze sprawy i nie chcę mnie  słuchać. Bliższy za to mojemu sercu stał się Wrona. Teraz spokojnie mogę go nazwać przyjacielem. Mogłam mu powiedzieć o wszystkim on mi też. Na początku Gregor był o niego zazdrosny. Przynajmniej tak mi się wydawało ale teraz to widzę, że mu to  wsio rybka z kim się przyjaźnie. Całe dnie w maju spędzałam na nauce, żeby się poprawić i wyciągnąć. Średnia tragiczna nie była. Co więcej lepsza niż we Włoszech ale… We Włoszech zawsze miałam inne zajęcie, a właściwie z kimś. Co u Juantoreny? Sama nie wiem. Nie odzywam się do niego przez skype rozmawiam tylko z Kazyiskim i Eleną. Dostałam zaproszenie na ich ślub. W czerwcu. Długo biłam się z myślami czy jechać czy nie ale w końcu stwierdziłam „Raz pojebanej Ance śmierć”. Początkowo chciałam zaprosić Grześka jako osobę towarzyszącą ale ostatnio nie możemy zamienić ze sb pięciu zdań, żeby się nie pokłócić. Dlatego poprosiłam o to Wronę. Zgodził się natychmiastowo, bo obiecałam mu, że za to pójdę w sierpniu na weselę do jego kuzynki. W sumie można to nazwać handlem wymiennym.
Z moich sobotnich życiowych dylematów wyrwał mnie dzwonek telefonu:
-Halo?-zapytałam się
-Hej! Razem z Krzyśkiem 9 lipca wynajmujemy domek nad jeziorem na dwa tygodnie i pomyśleliśmy, że może byście chcieli z nami jechać, bo ten domek jest 4 osobowy?
-Ja jasne. A jak Grzegorz? To nie wiem. Nie mogę się z nim dogadać ale spróbuje dla tego domku. Na mnie już w 100% możecie liczyć, a z nim pogadam.
-Dobra. To jak będziesz coś wiedzieć to daj mi znać.
-Jasne. To na razie-pow rozłączając się.
Grzesiek był w swoim pokoju chyba się gdzieś ubierał postanowiłam zapukać:
-Co głupio pukasz! Właź to też twoje mieszkanie.
-Jeszcze-powiedziałam tak, żeby tego nie usłyszał
-Masz do mnie jakiś interes?-zapytał zapinając koszule-Trochę się  śpieszę.
-Noo…Bo Kaśka z Krzyśkiem się pytali czy nie chcesz z nimi i ze mną w wakacje pojechać na domek na 2 tygodnie.
-Nie wiem. Nie uśmiecha mi się towarzystwo 3 porąbanych nastolatków.-teraz już nie wytrzymałam tylko trzasnęłam drzwiami i poszłam do sb.
„On nie jedzie. Ale mogę wam załatwić za niego zamiennika.”
„Dawaj. Zapraszaj kogo chcesz.”
Wiedziałam, że Wrona chciał spędzić Lipiec w domku nad jakimś jeziorem więc zadzwoniłam do niego:
-Witaj Aniu.
-Cześć Andrzejku. Sprawa jest. Chciałbyś spędzić czas na początku lipca przez dwa tygodnie w domku nad jeziorem? Ze mną i dwójką moich przyjaciół.
-Twoi przyjaciele to też moi przyjaciele. A o wakacjach nad jeziorem marzyłem już dawno. Mam już dość tych tropików i innych chcę jechać nad prawdziwe polskie jezioro!
-Mój chłopak!-zaśmiałam się.
-No to jak będzie tak bliżej wyjazdu to powiesz mi jak i gdzie mam się stawić?
-Jasne. To jak coś to się zgadamy wieczorkiem na skype. –uśmiechnęłam się.
-Dobra. To pa.
-Siemanko-pożegnałam się.
Dzień spędził mi na nauce. Kolejny. To już nudna monotonia! W końcu postanowiłam coś z sobą zrobić i poszłam do galerii handlowej na zakupy. Kupiłam sobie parę „szmatek” jak to określa Wrona i wróciłam do mieszkania. Grześka nigdzie nie było. Chuj z nim! Pomyślałam i zabrałam się za robienie spaghetti. Po tym jak skończyłam posiłek uruchomiłam laptop i włączyłam skype od razu na ekranie pojawiło mi się połączenie od Wrony.  Na ekranie pojawił się Wrona upaćkany i jedzący spaghetti gdy zobaczyliśmy siebie nawzajem zaczęliśmy się śmiać:
-To się nazywa telepatia Aniu! Patrz ja w Warszawie w domku u mamuni ty w Gdańsku i oboje jesteśmy upaćkani sosem od spaghetti rozmawiając ze sb przez skype.
-Tak to coś oznacza. –zaśmiałam się.- Tak poważnie! Wrona ratuj!
-Co się stało?
-Mam dość Grześka. No cham i prostak. Chcę spędzić dzień nie patrząc na jego mordę.
-Mogę do Ciebie przyjechać. –zaproponował Wrona.
-Naprawdę możesz?-zapytałam uszczęśliwiona!
-Tak.
-To zbieraj manatki i wbijaj do mnie! Jutro na przykład porobimy sobie coś fajnego.
-Czyli??
-Nwm. Byłeś może kiedyś na helu?
-Byłem w różnych zakątkach świata ale na helu nie.
-To tak jak ja. –uśmiechnęłam się. –To wyobraź sobie! Popłyniemy jutro promem na Hel tam trochę po plażujemy. Posiedzimy w jakiejś miłej pizzerii. Co ty na to?
-Kusząca propozycja. Za 6 godzin jestem w Gdańsku. Bądź pod telefonem.- powiedział Wronka rozłączając się.
Lubiłam w nim te spontaniczność. Zawsze wiedział kiedy mam dół emocjonalny,  kiedy przyjechać, kiedy pocieszyć. Kiedyś Grzesiek był taki ale teraz już nie jest. Zmienił się. Nie wiem czemu.
Nadeszła godzina 22,a Wronka stał pod drzwiami:
-Witaj Koteńku!
-Cześć Wronieńku!- pow rzucając się mu na szyję.
-Dawno Cię nie widziałem.
-Ja Ciebie też. Tęskniłam.
-Ja też.-powiedział środkowy.
-Zabierz mnie stąd!
-Dotrwasz jeszcze do końca roku szkolnego, a jak nie to dzwoń do mnie to za 6 godzin bd w Gdańsku po twoim telefonie.
-Jesteś kochany. Wronciu? Czemu taki chłopak jak ty nie ma dziewczyny?
-A czemu taka dziewczyna jak ty nie ma chłopaka?
 -Bo trafiam na samych nieodpowiednich skurwysynów.- powiedziałam wtulając się w niego.
-Nie prawda. A ja?
-Ty to wyjątek od reguły. Jesteś moim przyjacielem.
-Są też przyjaciele, którzy się kochają.
-Ale to za duże ryzyko. Ja się ryzyka boję.- powiedziałam wdychając jego perfumy.
-Mogę Ci pomóc zaryzykować.
-Nie wolę, żeby było tak jak jest.
Stalibyśmy tam na środku korytarza gdyby nie fakt, że p. Łomacz wtargnął z  jakąś lafiryndą do naszego mieszkania. Zobaczył Wronę i oprzytomniał:
-Cześć Andrzej.
-Miło Cię widzieć Grzesiek.-odpowiedział środkowy.
-Hej jestem Zuzia.-powiedziała dziewczyna wyciągając rękę do mnie.
-Chodź Wronka. Nie stójmy na przejściu.-pociągnęłam go do swojego pokoju.
-Czemu byłaś chamska?-zapytał Andrzej.
-Nie lubię jak Grzesiek przyprowadza do domu takie ścierwa.
-Ona wyglądała na miłą.
-Chcesz możesz do nich przyłączyć.-fuknęłam ale natychmiast tego pożałowałam.-Przepraszam.
-Nic się nie stało. To gdzie mam spać?
-Nie będzie Ci przeszkadzać jak przekimasz się ze mną?
 Ależ skąd.-uśmiechnął się.
-To ja idę pod prysznic. Potem pójdziesz ty i rozłożymy łóżeczko i sobie pogadamy.
-Dobry plan.
-Wiem. –uśmiechnęłam się wychodząc z pokoju do łazienki. Szybko wzięłam prysznic po mnie poszedł Wronka, a ja rozłożyłam nam łóżko.
-Mam nadzieję, że będzie Ci  się dobrze spało.
-Z tobą zawsze. –powiedział dał mi całusa w kącik ust i poszliśmy spać.
-Wrona?
-Tak?
-Zasługujesz na lepszą przyjaciółkę.
-Co? O czym ty gadasz?-zapytał patrząc na mnie.
-Bo… Ja tu ty w Bydgoszczy. Wiem, że dla Ciebie to nie problem wsiąść w samochód i przyjechać ale gdy np. Będzie Ci źle. Będziesz chciał z kimś pogadać.To mnie przy tobie nie będzie, a prawdziwa przyjaciółka by była.
-To istnieją telefony i zadzwonię jak będę mieć jakiś problem. –powiedział pewien swego siatkarz.
-Ale przyjaźnie na odległość się zwykle rozpadają-powiedziałam
-Zawsze mogę zmienić klub albo ty szkołę.
-Po wakacjach jestem w maturalnej klasie.
-To coś zmienia?-zapytał środkowy
-Mam tu już  znajomych. Musiałabym przechodzić od nowa okres adaptacji. Ja muszę pomyśleć czego chcę od życia. Ja nie….
-Cicho już…Rozumiem. \.-powiedział. –Teraz nie psujmy chwili   jutro popłyńmy na hel bez żadnych problemów .
-Jasne-uśmiechnęłam się, a siatkarz odgarnął kilka moich włosów z czoła.-Jesteś wspaniały.-wyszeptałam i cmoknęłam go w policzek, a potem cała wtulona w środkowego poszłam spać.
Obudziliśmy się o 8:
-Jak się spało, Andrzejku?-zapytałam.
-Bardzo dobrze.
-A co Ci się śniło, bo podobno pierwsza noc na nowym miejscu to coś tam sen proroczy.
-Oooo….To zajebiście. Anka! Ja chcę już teraz nad te jezioro!
-Najpierw popłyniemy na hel tygrysie.-zaśmiałam się.
Lubiłam na Wronke mówić tygrysie on na mnie kocie ale nie reagowaliśmy na to jako słodkie zdrobnienia które wymyślają sobie zakochani. Dla nas to były pieszczotliwe zwroty jak chciałam się bardziej Wronce podlizać czy coś w ten deseń.
-Dobrze Kocie. To się zbieraj i w drogę.
-No ty też się ogarnij, bo w bokserkach to raczej nie wejdziesz na prom.
Ubraliśmy się wzięliśmy kilka rzeczy na plaże i poszliśmy na tz.”tramwaj wodny.” Po niecałej podróży w, której robiliśmy sb z Wroną mnóstwo zdjęć nic się ciekawszego nie wydarzyło. Potem od razu poszliśmy na plaże. Wykąpaliśmy się nawet w naszym lodowatym Bałtyku wychodząc z wody powiedziałam tylko między drganiem z zimna mojej szczęki:
-Wrona! Jaa…ak bęę..ędę choo..ooora….too..ooo  cię wykaa….struję.
-Nieee…eee…e rozchoruj…eeeesz się ęęę.-mówił też z dygoczącą od zimna szczęką.
Po około upływie 5 minut byliśmy cali wysuszeni i było nam gorąco. Poszliśmy na jakiś obiad do pizzerii. Zjedliśmy dobrą pizzę serową i już spokojnie wracaliśmy do Gdańska gdy zadzwonił mój telefon:
-Halo?
-Hej Aniu-powiedział rozgrywający przemiłym głosem, a ja? Wiedziałam, że coś się święci
-Co chcesz?
-Moi rodzice przyjechali. Poudajesz jeszcze trochę moją dziewczynę!
-Nie ma mowy!-powiedziałam!
-Czemu?
-Bo nie chcę udawać twojej dziewczyny. Może niedługo staniemy na ślubnym kobiercu jak tak dalej pójdzie. –zironizowałam.
-Moja mama była by w siódmym niebie.
-Grzesiek! Mówię poważnie masz im powiedzieć ja za 1,5h bd z Wroną w mieszkaniu albo powiesz im to sam albo powiem o wszystkich twoich jednorazowych dziwkach i o tym, że ty uknułeś tą całą intrygę, żebym była twoją dziewczyną więc się zastanów.
-Dobra. Jesteś bezduszna.
-Ty bez serca i żyję.-powiedziałam wkurzona rozłączając się ,a Wrona aż na mnie spojrzał:
-Aż tak ostro?
-Daj spokój. Debil, imbecyl i patafian.
-To co on Ci zrobił?
-Chciał, żebym znów poudawała jego dziewczynę. To mu powiedziałam, że nie i nie ma opcji ma pow albo ja powiem jego mamie o jego jednorazowych wyskokach. To stwierdził, że jestem bez duszna.
-A ty mu pojechałaś, że on nie ma serca a? Hahah. Dobre.
-Się uczy od mistrza tygrysie-powiedziałam śmiejąc się.
-Jeszcze trochę, a będziesz na moim poziomie .Jakie to piękne jak uczeń szybko pojmuje i lada moment osiągnie wyżyny takiej ciętej riposty, które być może przerosną mistrza.
-Ahh…Nie pochlebiaj mi kocie, bo się zarumienię. –zaczęliśmy się śmiać jak dzicy.
-Może dajmy czas Grześkowi na wyznanie prawdy jego rodzicom i pójdźmy na spacer na plaże.
-Jasne.-powiedziałam
Szliśmy sobie nad brzegiem morza gdy nagle powiedziałam:
-Wronka, tygrysie?
-Co Kocurze?
-Nie chcę mi się iść.
-Chyba musimy jakoś wyjść z tej plaży,
-No to się już wracajmy.-westchnęłam.
-Ale jest dopiero 6.
-No i co z tego?-zapytałam
-Bo dałaś Grześkowi 1,5h, a minęło zaledwie pół.
-Oj tam…. Zanim dojdziemy. Musimy kupić coś na kolacje, bo nasza lodówka świeci pustkami to będziemy akurat.
-Będziemy za wcześniej.
-Jego problem nie nasz.-rzuciłam.
-Ania...-westchnął Wrona
-No dobra. To co proponujesz.?-zapytałam zła.
-Rozłóżmy się na kocu i pogadajmy,a potem pójdziemy do sklepu po coś na tą kolacje. –powiedział Wrona.
-Ok.
Gadaliśmy tak gdy nagle przypadkiem moje ręce powędrowały na Wrony:
-Przepraszam.-powiedziałam speszona.
-Wiem, że Ci przykro. Nie przepraszaj mnie.-odpowiedział i mnie przytulił po przyjacielsku,a potem się zaśmiał
Gdy już wydostaliśmy się z tej plaży i zrobiliśmy zakupy w Netto udaliśmy się do mieszkania.
-Widzisz mówiłem Ci, żebyś nie pędziła przez te ulicę, bo będziemy wcześniej i patrz. Jesteśmy pół godziny za wcześniej.-powiedział Wrona gdy ja otwierałam drzwi.
-Ciszej bądź. Może wejdziemy niezauważeni.
-Spoko-odszeptał mi Wrona i wpadliśmy do mieszkania dość cicho.
Z kuchni było słychać pojedyncze fragmenty rozmowy:
-Dobrze to już wiem czemu nas okłamałeś w tej sprawie ale czemu…-dalej już nic nie mogłam wyłapać.
-Bo jezu! Mamo! Nie chcę o tym gadać?!
-Mów albo będziemy cię niańczyć przez całe wakacje.
-Bo ją kocham ale wszystko zjebałem…
-Grzesiek! Nie bluźnij!-oburzyła się jego mama.
Postanowiłam przerwać tą wymianę zdań i dać znać o tym, że jesteśmy już w domu.
-Dzień Dobry ale się cieszę, że państwa widzę.
-Witaj Aniu.-powiedziała mama Grześka.
-Macie przechlapane razem z Grześkiem! Jak nas było można tak okłamać! Potem wymyśle wam karę ale teraz muszę poważnie pogadać z moim synem! Chodź nieszczęśniku boski! Przejdziemy się na plaże.  Lucjan ty zostań i pomóż Ani i jej …
-Koledze-powiedział Wrona.
-Właśnie koledze w kolacji. –powiedziała matka Grześka wychodząc z nim.
-Przypaaał.-powiedział Wrona gdy drzwi już się zamknęły.
-Ja tam chciałem mieć dwie córki, a nie dwóch postrzelonych synów. Chyba nie dane mi będzie zostać kiedyś dziadkiem. –powiedział Lucek.
-Niech się pan nie załamuje kiedyś pewna całkiem normalna kobieta pokocha pana syna, a on ją. –powiedział Wrona
-Nie wierzę w cuda. Przecież on jest nienormowany.
-Proszę się nie załamywać wszystko się ułoży-powiedziałam.
 -Ale czemu wy udawaliście, że jesteście razem???????????????
-No…To długa historia. Gdy przyleciałam z Włoszech od swojego ojca to Grzesiek zerwał z taką Martyną ale wcześniej pochwalił się pańskiej żonie, że ma dziewczynę i gdybyście się państwo dowiedzieli, że nie jest już z kolejną to nagadali mu jaki jest nieodpowiedzialny. No i zobaczyli państwo moją bluzę, która wisiała na krześle. Pomyśleliście, że Grzesiek mieszka tu ze swoją kobietą, a że ja byłam tu jedyną zamieszkałą dziewczyną to poprosił mnie. A wie pan co się robi dla przyjaciół? Wszystko.-powiedziałam.
-Narobiliście Krysi nadziei…
-Ale to nie było naszym celem. –powiedziałam.
-Wiem.
-To może pan sobie obejrzy telewizje czy poczyta gazetkę, a my z Andrzejem zrobimy kolację?
-Może wam pomóc?-zaproponował mężczyzna,
-Nie będzie takiej konieczności.-uśmiechnęłam się.
-To idę do salonu poczytać gazetę-powiedział siwy mężczyzna.
My z Wronką zabraliśmy się za moje popisowe danie czyli Spaghetti. W czasie gotowania do domu wpadł Grzesiek i jego mama. Oboje uśmiechnięci zadowoleni itd.
-Co ty zrobiłeś, że twoja mama się tak cieszy?-szepnęłam do Grześka.
-Obiecałem jej kilka rzeczy.
-Czyli?-zapytałam.
-Nie interere, bo kici kici.
-Eeee…. Podły jesteś.
-Nie mogę powiedzieć. Dowiesz się w swoim czasie.

-Tak już lepiej. Nakryj do stołu Grzesiek my skończymy i możemy już  jeść.-powiedziałam.
*
Komentujcie,bo to naprawdę motywuje. Dzięki za ponad 30 TYSI WEJŚĆ<3 
Kurdę chyba za dużo czasu spędzam na fejsie Kłosa, bo już mówię tak jak on. Tysi.xd Masakra. Sorry za błędy ale nie mam ochoty nawet ich sprawdzać. Wakacje mnie rozleniwiają. ;D 

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 39

Przepraszam za błędy ale jestem strasznie zabiegana, że nawet nie mam czasu sprawdzić. Zrobiłam tez jakimś cudem niedawno zakładkę bohaterowie. Możecie zajrzeć i obczaić bohaterów. Co do dalszych losów naszej kochanej Anki mam naprawdę niecny plan ... Piszcie co wam się na blogu podoba. Co niezbyt i z kim ma być waszym zdaniem Ania. Postaram sobie wziąć jakoś wasze zdanie pod uwagę. Chociaż już myślę nad zakończeniem i pewnie niektórzy z was będą niezadowoleni, a niektórzy bardzo zadowoleni ale na razie  tworze sobie w mojej głowie tylko wstępny zarys, bo do końca długo i pewnie jeszcze z parę razy zmienię swoją decyzję. Co dalej. Wczoraj siedząc i oglądając mecz byłam zdruzgotana, że nie zobaczę chłopców w Finałach LŚ w Argentynie i nie będę miała kogo oglądać o 2 w nocy. Teraz myślę już tylko o moim kochanym Memoriale w Płocku na, którym będę i o ME. W tych dwóch imprezach  pokładam całe nadzieję w naszych orzełkach.
*
-Właściwie… To jest taka jedna. W sylwestra ją poznałem i ciągle o niej myślę…- odpowiedział.
-No to zagadaj do niej… Zaproś ją gdzieś…Obczaj co lubi i zrób jakąś skromną i miłą niespodziankę. Mówię Ci laski to lubią, a przynajmniej ja. – znów się uśmiechnęłam.
-Pomyśle.-odpowiedział, a w jego głosie można było wyczuć rozczarowanie??
Dalszy spacer minął dobrze. Pogadaliśmy sobie i ogólnie dowiedzieliśmy się o sobie kilku rzeczy.  Gdy już odprowadził mnie pod dom powiedział:
-To do zobaczenia. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie.
-Też mam taką nadzieję.-powiedziałam nachylając się i chciałam pocałować go w policzek i wtedy on się odwrócił, a nasze usta się spotkały.
Szybko się od niego oderwałam i powiedziałam:
-Przepraszam, nawet nie wiesz jak mi głupio. Ja nie chciałam to niechcący.-zaczęłam się tłumaczyć ale przecież taka była prawda.
-Rozumiem. Spokojnie. Nic się nie stało. –odpowiedział.-Teraz leć, bo rodzinka na Ciebie czeka. Zgadamy się- powiedział uśmiechając się, a ja tylko odwróciłam się z uśmiechem na twarzy i wpadłam do domu.
-Na spacerku z Wroną się było! No ładnie, ładnie! W dodatku te buzi przed domem! Już całkiem bleee.-powiedział Grzesiek.
-Byłam na spacerze z Andrzejem, bo ty zniknąłeś na pół dnia i nie miałam co robić, a w dodatku ja go chciałam pocałować w policzek! To nie moja wina, że się odwrócił! – powiedziałam nie zdając sobie sprawy z tego, że moja boska rodzinka na mnie patrzy.
- Jaki Andrzej? Czemu go nie przyprowadziłaś? To twój nowy chłopak?- zapytała się moja mama
-Tak. Nowy chłopak Ani.- odpowiedział Grzesiek.
-To nie mój chłopak tylko kumpel! Jezu! Chodźmy i jedzmy już! Głodna jestem!- powiedziałam próbując się wymigać od tematu Wrony.
Usiedliśmy przy stole i jedząc rozmawialiśmy na różne tematy. Posiedzieliśmy tak z Grześkiem do około 17 gdy powiedział:
-Przepraszam państwa ale musimy się już chyba z Anią zbierać, bo jakieś 4 godziny drogi przed nami.
-Właśnie- poparłam go.
Tak, że zebraliśmy się, a potem wypadało by się pożegnać:
-Pa wnusiu. Mam nadzieję, że nas odwiedzisz w tym Krakowie. Tyle razy Cię zapraszaliśmy. Jeszcze do tego prawie bym zapomniała. Proszę dla Ciebie- powiedziała wręczając kopertę- Ode mnie i dziadka.
-Dziękuję, na pewno wpadnę w ferie.- odpowiedziałam.
-No i na moją 18 oczywiście z Grześkiem.
-Jasne. Do tego na ferie też macie przyjechać razem. – poparła go ciocia.
-Zobaczymy jaki Gregor będzie mieć plan ale na pewno się postaramy.- powiedziałam.
- Cześć Ania.-wypalił wujek przytulając się do mnie i wręczając prezent w postaci koperty- Mały drobiazg.-uśmiechnął się.
-Dziękuje nie trzeba było.
-Trzymaj się w tym Gdańsku, a ty się nią opiekuj młody człowieku.- powiedział do Grześka po czym się roześmiał
Potem jeszcze pożegnałam się z każdymi i zadowolona wyszłam z Grześkiem i 4(dziadkowie, rodzice, mój chrzestny oraz chrzestna) kopertami gotówki z domu.  Ok.4 godziny później byliśmy już w Gdańsku. Oczywiście po drodze zatrzymaliśmy się w MacDonald’zie i tym razem spokojnie zjedliśmy posiłek zapłacony tym razem przeze mnie. Chociaż Grzesiek się sprzeciwiał ale byłam nieustępliwa. W końcu przestał marudzić i pojechaliśmy do naszego mieszkania. Obudziłam się o 9.03. Wysyczałam tylko patrząc na elektryczny budzik :
-Kurwa! Zaspałam, a chuj nie idę…- po czym usnęłam.
Jakieś pół godziny potem wbiegł do mojego pokoju Grzesiek:
-Anka! Wstawaj! Już! Ruszaj się! Do szkoły!
-Nie drzyj się. Nie idę.-odpowiedziałam leżąc na brzuchu.
-Idziesz.
-Nie. Dziś i tak kończymy o 11.40 lekcje. Po południu pójdę na trening.
-Anka! Wstawaj nie pyskuj!- powiedział Grzesiek
-Nie bądź taki drętwy! Chodź połóż się koło mnie i pośpijmy jeszcze razem.
-To zabrzmiało jak propozycja s….
-Nie miało tak zabrzmieć .-powiedziałam poklepując miejsce koło mnie.
Grzesiek wreszcie się ogarnął  i poszliśmy spać. Za jakiś czas unoszę głowę i patrzę która godzina:
-O kurwa!
-Co się dzieję? – obudził się Grzesiek.
-Jest już 13.
-Ja pierdzielę. Ja trening mam na 1315. – powiedział Grzesiek i wybiegł z pokoju.
-Ahaaa.-powiedziałam sama do siebie i wstałam. Potem się ogarnęłam, lekko umalowałam, popisałam z Nikiem i Wronką na fajsie po czym poszłam na trening. Ten minął szybko. Wróciłam do domu, a tam zastałam Gregora czekającego na mnie z kolacją i jakimś małym pudełeczkiem.
- Grzesiek co ty?
-Mały prezent. Dziś tak przecież naprawdę masz 18 urodziny, a ja nie dałem Ci prezentu w Bełku więc pomyślałem, że teraz upitraszę nam kolację i dam ten prezent.-wskazał na pudełko.
-Dzięki. Nie trzeba było.
-Trzeba. –uśmiechnął się.
Cały wieczór śmialiśmy się i gadaliśmy. Prezentem od Grześka okazała się bransoletka ze złotą zawieszką w kształcie kółka, a na niej wygrawerowane było moje imię „Ania.” Miałam nadzieję, że w końcu wszystko się ułoży lecz mój spokój nie trwał długo.


niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 38


-Serio?! Będziesz bajerował z Olką?- zapytałam odchodząc.
-Co?! Ładna jest, nie jest twoją rodziną więc chyba mogę.
-Możesz wszystko co chcesz.-poklepałam go w policzek i odeszłam, bo przychodzili inni ludzie.
Przyszły osoby, które znałam z gimnazjum, z którymi chodziłam przez te 2 miesiące do liceum w Bełchatowie oraz siatkarze Skry. Niektórzy znaczy się Kłos, Kurek, Aleks, Konstantin oraz przedstawiciel  Delecty Bydgoszcz Andrzej Wrona, którego zaprosiłam, bo bardzo polubiłam się z nim na sylwestrze.
W końcu  gdy wszyscy się pojawili czas było zacząć. Najpierw usiedliśmy przy stole i jedliśmy. Znaczy niektórzy jedli, bo Grzesiek zbyt pochłonięty był gadką z Olką. Serio?! Jak ma się tak zachowywać przez cały wieczór to wolałabym, żeby wgl nie przyjeżdżał na moje urodziny tylko siedział w tym Spa z Martyną. Dobrze, że potem nie miałam nawet czasu się przyglądać ich poczynaniom, bo zaczęłam tańczyć sobie z ludźmi.  Nagle Kłos zawołał mnie do ich stolika:
-Anka! Chodź się z nami napić!- zawołał mnie.
-Tylko weź swój kieliszek.- powiedział Kurek.
-Spoko. Moment. – powiedziałam.
Podeszłam do stolika przy, którym gadał Grzesiek i Olka. Szybko wzięłam swój kieliszek i spotkałam się z pytającym spojrzeniem Grześka:
-Gdzie idziesz?-zapytał się mnie.
-Do chłopaków. – powiedziałam odchodząc.
Gdy już doszłam powiedziałam:
-No ale gdzie ja mam usiąść?
-Na kolanach.- wypalił Kurek.
-Na pewno. Już. – zaśmiałam się.
-No chodź do Andrzejka.-poklepał swoje kolana.
-Skoro nalegasz.-zaśmiałam się siadając na kolanach Wrony.
-No to co pijemy. –uśmiechnął się Kłos.
-Za zdrowie solenizantki.- powiedział Kurek.
-Zdrowie.-powiedzieliśmy wszyscy na raz i wypiliśmy po kieliszku.
 Śmialiśmy się tak i gadaliśmy gdy nagle podbił do mnie Marcin:
-Chodź Anka. Potańczymy trochę.-wyciągnął do mnie rękę.
-Jasne. Przepraszam chłopcy ale idę tańczyć.- zaśmiałam się.
Po dwóch piosenkach tańczyłam z Kłosem potem z Kurkiem, Aleksem znów z Kurkiem, Krzyśkiem, Cupem moim kolegą z gimka, paroma innymi osobami i Wroną. Andrzej jest świetny cały czas się z nim śmiałam i gadałam tańcząc. Nagle podszedł do nas Gregor:
-Podbijamy.
-Spoko. Jak coś wiesz gdzie mnie szukać. –puścił mi oczko i odszedł.
-Co chcesz?- Zapytałam się Grześka.
-Nic. Pilnuję Cię, żebyś zbytnio z kimś nie zabalowała.
-Z Wroną? Przecież to najmilszy i najporządniejszy chłopak jakiego znam. – zaczęłam się śmiać.
-To może z nim zamieszkasz jak masz mnie już dość. – powiedział tańcząc ze mną.
-Wiesz doskonale, że to nie tak. Po prostu… Ja go lubię jak kumpla i  mogę z nim gadać o wielu rzeczach, a Ciebie kocham jak brata i mogę gadać o wszystkim.- powiedziałam. 
-Ale ja zawsze jestem tym najgorszym. Zawsze jak nie Juantoaren’a to Wrona. Nie ma dnia gdybym nie musiał o Ciebie walczyć.
-Jak walczyć? Ty o mnie nie musisz walczyć. Przecież ja zawsze będę twoją przyjaciółką.
-Ale to nie o to chodzi…- Mówił Grzesiek.
-Odbijany…- wyszczerzył się Piotrek. (mój dobry kumpel z gimnazjum)
-Pogadamy później. Dobrze?-zapytałam się.
-Spoko. Tyle czasu czekałem poczekam jeszcze. – powiedział Grzesiek odchodząc i przysiadając się do Krzyśka i paru kolegów z mojej byłej klasy.
-Jak tam u Ciebie?-zagadał do mnie Piotrek.
-Spokojnie, żyje. Głównie czas mija mi na kłócenie z Grześkiem.-zaśmiałam się.
-Jest tak źle?
-Od pewnego czasu niestety tak.- powiedziałam.
-Czyli od jakiego? Mogłoby się wydawać, że jesteście niemal doskonałą parą.
-Nie jesteśmy parą Piotrek. Po prostu przyjaźnimy się.-uśmiechnęłam się.
-Ale on Cię kocha. To widać. – powiedział patrząc mi w oczy.
-No… Jak siostrę.
-Młoda…Młoda
-Starsza od Ciebie. – zakpiłam.
-Może czas zmienić podejście do Grześka.  Nawet jak byłaś młoda to podchodziłaś do niektórych spraw zbyt emocjonalnie.
-Wiem o tym. Masz rację. Czas się zmienić.-uśmiechnęłam się.
-Właśnie! Zwłaszcza, że jesteś już taka stara.- uśmiechnął się i mną okręcił.
-Yyyy…Tylko nie stara.- uśmiechnęłam się.-Dobra lecę się napić.- uśmiechnęłam się.
-Jasne leć.- zaśmiał się i podbił do Weroniki.
Poszłam do stołu i wypiłam z chłopakami  po kieliszku. Po czym Dj zapowiedział, że teraz czas ma uroczyste ochrzczenie mojej dorosłości.  Musiałam podeprzeć się na krześle łokciami, a chłopacy sprzedali mi 18 pasków. Aż miałam chyba dupę w prążki. Najgorszego laka dostałam od Grześka, bo nie trafił mi w pupę tylko plecy.
-Ała.- Powiedziałam podnosząc się z krzesła.
Potem chłopacy zaczęli mnie podrzucać. 18 razy. Trochę się bałam, że zaryje w sufit. Potem jeszcze były różne takie ecie pecie. Jeszcze Potem poszłam pić z chłopakami i dalej jak by to delikatnie określić urwał mi się film.
Obudziłam się najebana w łóżku z Łomaczem.  Déjà vu.
-Co ty tu robisz??-zapytałam.
-No jak to co… Nie pamiętasz tej nocy?
-Pamiętam jak zamiast uderzyć mnie paskiem w dupę  trawiłeś w plecy. Aż mam pręgi. Nie pamiętam, że po tym całym chrzcie mojej dorosłości poszłam pić z chłopakami dalej nic.
-No to ja Ci powiem, że…
-Mam się przygotować na szok?-zapytałam.
-Nie, po prostu tak się schlałaś, że prosiłaś mnie, żebym z tobą dzisiaj spał, bo nie wyrobisz. No i się w nocy zrzygałaś.
-Serio? Gdzie? Kiedy?
- No w łóżku. Tak o 7. Dobrze, że podałem Ci miskę i ręcznik.
-Jezu! Grzesiu! Dziękuje Ci! Jesteś kochany!
-Wiem, a ty mnie o najgorsze posądzasz.- powiedział wkurzony.
-Przepraszam.- zrobiłam minkę zbitego psa- Idę teraz umyć zęby.
-Pamiętasz, że obiecałaś ze mną pogadać?
-Jasne-powiedziałam szczotkując zęby.-Która godzina?
-Co?!-śmiał się Grzesiek.
Ciekawe jak on by mówił z ustami pełnymi piany.
-Która godzina?!-zapytałam.
-A godzina? Już Ci mówię 10. No czyli spaliśmy z 3 godziny.
-Miło.-powiedziałam wycierając buzie.
- O 12 mamy twoje urodziny dla rodziny.
-Zrymowało się.- uśmiechnęłam się.
-Ładnie się uśmiechasz.- powiedział Grzesiek.
-Wieeem.. Żartuje… Dziękuje. Gdzie są moje prezenty?- zmarszczyłam brwi.
-Na twoim biurku. Ślepoto.-zaśmiał się.
-Zobaczmy co dostałam. –powiedziałam otwierając kolejne torby. –„18 lat skończone wszystkie chwyty dozwolone.” Przeczytałam  kartkę z, której wyleciała kasa. Był to prezent od Krzyśka, Marcina, Olki i Kaśki. Do tego dostałam różowy masturbator.
-Miło. –zaśmiał się Grzesiek- Wiesz w sumie to Ci się przyda –zaśmiał się.
-Myślisz, że będę się masturbować?! Nigdy. – powiedziałam rozpakowując wielkie pudło w, którym okazało się, że jest Xbox.
-Miło. zaśmiał się.
Reszta rzeczy to była kasa. Potem Grzesiek poszedł do siebie się ubrać, a ja też wyciągnęłam jakieś ciuchy i się ubrałam. Postawiłam na jeansy rurki do tego biały luźny t-shirt ze zdjęciem jakiejś kobiety z reserved i luźną czarną rozpinaną bluzę z H&M.
Potem zeszłam na dół. W salonie siedział tata z dziadkiem. Babcia piła cappuccino w kuchni, mama zmywała naczynia.
-Gdzie reszta rodzinki?-zapytałam się.
-Dziewczyny i Dawid śpią jeszcze, a twoi wujkowie i ciocie wyszli sobie pozwiedzać. – powiedziała moja mama. 
-Rozumiem- odpowiedziałam- Grzesiek już zszedł?
-Też gdzieś przed chwilą wyszedł.-odpowiedziała.
-Okeeey. To ja idę do siebie.- powiedziałam.
Już byłam na schodach gdy rozdzwonił się mój telefon:
-Halo?-odebrałam.
-Cześć. Kacyk jest?-zapytał się mnie Andrzej.
-Lekki. –powiedziałam.
-Co tam porabiasz?
-Nudzę się. Grzesiek gdzieś polazł moje kochane cioteczne rodzeństwo jeszcze śpi więc…Nudy.
-Rozumiem. Może masz ochotę na spacer, bo ja to jestem trochę spity i świeże powietrze mi dobrze zrobi.
-Ok. To gdzie się spotkamy?-zapytałam
-Będę u Ciebie za 15 minut.
-Spoko.- odpowiedziałam.
Nawet nie doszłam do pokoju, a już schodziłam na dół założyć kurtkę i buty.
Gdy już byłam ubrana krzyknęłam:
-Wychodzę na spacer z Andrzejem.
-Tylko wróć na 12 dobrze?
-Jasne.- odpowiedziałam wychodząc z domu.
Wyszłam przed bramę i zobaczyłam Wronę opierającego się o barierkę przy chodniku.
-Hej.-uśmiechnęłam się.
-Witaj- powiedział całując mnie w policzek.
-To co idziemy?
-Jasne.-odpowiedział.
-Co tam u Ciebie?
-Nic. Lekki kacyk jest. Znaczy nie lekki ogromny. Dziś wieczorem wracam do Bydgoszczy, a zadzwoniłem do Ciebie, bo też mi się nudziło. Wiesz Kłos leży martwy w łóżku i pomyślałem, że ty też się nudzisz.
-Telepatia-zaśmiałam się.
-Lubię jak się śmiejesz.- odpowiedział.
-Dzięki. Dzisiaj też Grzesiek mi to mówił.-zaśmiałam się- A potem się gdzieś ulotnił i nawet nie powiedział gdzie.
-Do kochanki pewnie.-zaśmiał się Wrona.
-On może mieć jedynie dziewczynę w Bełchatowie o, której nic nie mówi, bo łączy go z nią tylko seks.
-A on nie jest z tą Martyną??-zapytał podejrzanie Wrona.
-Nie, wczoraj podobno zerwali.- uśmiechnęłam się
-A ty się cieszysz, że twojemu przyjacielowi się nie układa?-zapytał się mnie.
-Bo oni do siebie nie pasowali. To była po prostu jego strata czasu. Dobra nie gadajmy o nim i tak dużo za dużo jest jego osoby w moim życiu- Zaśmiałam się- Gadaj co u Ciebie?
-Nooo….Nic. Monotonia. Trening, trening, puste mieszkanie. Potem znowu  trening, trening puste mieszkanie i tak co dziennie. Grzesiek to szczęściarz, że ma kogoś takiego jak ty.
-Uwierz. Czasem nie jest łatwo ale i tak go kocham jak brata… On jest taki miły i troskliwy, a przy tym wiem, że nie da mi zrobić krzywdy.
-Ty też dla niego wiele znaczysz. To widać. – powiedział smutny.
-Masz chęć kogoś poznać? I coś zmienić w swoim życiu? Zgadłam?
-To aż tak widać.
-Nieee…Troszeczkę.- uśmiechnęłam się. –Wracając do tematu. Zawsze jak chcesz pogadać to zadzwoń lub napisz, a nie siedzisz sam w tym mieszkaniu jak kołek.
-Nie siedzę sam… Z kolegami z drużyny często siedzę ale wiesz. Brakuje mi bardziej kobiecego towarzystwa.
-Mogę Cię przytulić i dać buziaczka. –powiedziałam, a środkowy tylko rozłożył ręce na środku chodnika.
-Poznasz jeszcze kogoś. Gwarantuję. W najbliższym czasie.-uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka.

-Właściwie… To jest taka jedna. W sylwestra ją poznałem i ciągle o niej myślę…- odpowiedział.
*
Tadaaam!  Sorry, że dopiero teraz ale wróciłam z imprezy nad jeziorem i jestem lekko podpita więc jeżeli nie zauważyłam jakiś błędów to przepraszam. Kolejny rozdział...Niebawem;D Zachęcam do komentowania i no piszcie z kim chcielibyście, żeby Anka była. 

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 37.

Nwm czy dalej pisać tego oto bloga, bo pod poprzednim rozdziałem były tylko 3 wasze komentarze co mnie załamało. Rozumiem, że te opowiadanie nie musi mieć 100 komów pod każdym postem ale liczyłam bym przynajmniej na nędzne 10. Mam do was  prośbę każdy kto przeczyta ten rozdział i mu się spodoba niech napiszę w komentarzu chociaż głupią emotikonkę, bo to motywuje, a Ci którzy chcą niech powiedzą co im się nie podoba co by zmieni i co mogę zrobić, żebym miała więcej komentarzy, bo pod każdym czytanym blogiem przeze mnie zostawiam komentarz co o nim sądzę i zostawiam linka, ale jak komów nie ma tak nie ma.
Dobra teraz was nie zatrzymuje i daje rozdział w wasze rączki ;D
*
Wyczołgałam się z łóżka i założyłam kurtkę oraz buty po czym wyszłam z domu. Niecałą minutę później przyjechał Winiar.
-Cześć.- wsiadłam do auta.
-Witaj.
-Co tam chciałeś?
-Nic. Pogadać jak za starych dobrych czasów. Dawno nie gadaliśmy.
-Też prawda. To może się przejdziemy?-zaproponowałam.
-Jasne. –powiedział.
Gadaliśmy tak krążąc po mieście przez dobrą godzinę. O czym? Właściwie o niczym specjalnym. Takie zwykłe rzeczy. Niby zwykła rozmowa, a czuję się już całkiem inaczej.
-Dostałem od Ciebie zaproszenie na 18 ale nie mogę przyjść, bo razem z Dagmarą jedziemy na 30 rocznicę ślubu jej rodziców więc proszę prezent.
-Przecież wiesz, że mi nie chodzi o prezent.
-Ale jednak. Fajnie dostać miły upominek.
-Dziękuje. Nie musiałeś.
-Dobra nie pierdziel tylko leć do domu, bo Ci nos odpadnie z zimna zaraz.-zaśmiał się, puścił mi oczko i zniknął w swoim samochodzie, a ja skierowałam się do domu. Zdjęłam buty odwiesiłam kurtkę i wchodziłam po cichu do dużego pokoju gdy nagle ktoś włączył lampkę i ujrzałam tam siedzącego w fotelu Gregora.
-No proszę, proszę o 1 w nocy na godzinne spacerki z Winiarskim się wychodzi.
-O! Proszę przypomniało Ci się o mnie! Skończyłeś dymać  Judytkę to pomyślałeś „Sprawdzę teraz co robi Ania! ”
-Mówiłaś mi, że mam nawet nie próbować jej zaliczyć.
-Tak. Dokładnie ale ty miałeś mnie w dupie  i tak robiłeś swoje.-powiedziałam z szklanymi oczami i głosem, który sugerował, że zaraz wybuchnę płaczem.
-No i tego nie zrobiłem! Nawet jej nie dotknąłem. Przyrzekam.
-To co z nią robiłeś przez 3 godziny u siebie w pokoju??-powiedziałam, a po moim policzku spłynęły 3 łzy.
-Wiem, że to może wyglądać bardzo dziwnie ale…… Ja z nią tylko gadałem. Uspokój się i nie płacz. Ostatnio jesteś strasznie rozhisteryzowana.
- Ostatnio jesteś strasznym chujem.- powiedziałam wchodząc po schodach i zamykając się w swoim pokoju.- Nieczułym na ludzki krzywdy i uczucia innych .-dodałam rzucając się na łóżko potem już całkiem się rozpłakałam. Wstałam koło 8. Poszłam do łazienki tam się ogarnęłam i ubrałam. Zeszłam na dół. Byłam sama. Żadnej żywej duszy. Nagle przypomniało mi się o prezencie od Winiara.
Wyjęłam małe pudełeczko i były to kolczyki z małymi kryształkami  po bokach w kształcie gwiazdek. W środku była też karteczka ”Mam nadzieję, że Ci się podoba. Daga wybierała.”
Zamknęłam pudełko i rzuciłam się na kanapę w salonie. Parę chwil później do salonu wparowała mama:
- Hej Słońce.
-Cześć.
-Co tam robisz?
-Telewizję oglądam. Nie wiesz może czy Dawid wstał mieliśmy przejść się do parku.
-Dawid poszedł z Grześkiem gdzieś już po 7 i powiedzieli, że wrócą koło 12 muszą załatwić parę spraw.
-Aha…Smutne własny brat cioteczny wolał Grześka ode mnie…
-Nie marudź-uśmiechnęła się moja mama i poszła do łazienki
Całe południe zleciało mi na leżeniu w siwych pumpach i białym rozciągniętym t-shirtcie  Grześka.
-Co Ci?-zapytała Magda schodząc po schodach i ziewając.
-Nic. Nudzę się i oglądam telewizję.
-Coś się stało?-zapytała.
-Niee…Czekam na Grześka. Musze go chyba przeprosić.-westchnęłam.
-Pokłóciliście się?-zapytała
-Mniej więcej.-powiedziałam patrząc w 48 calowy telewizor.
-Hmmm…A o co poszło?
-O spacer z Winiarem o 1 w nocy.-powiedziałam całkiem obojętna.
-Z…Z…Z tym Winiarem? Z tym siatkarzem? Przyjmującym Skry i reprezentacji polski i wgl.
-Tak.-powiedziałam.
Ok.11 do domu wpadli dziwnie uśmiechnięci chłopacy. Popatrzyłam się na Grześka i powiedziałam:
-Możemy porozmawiać?-zapytałam.
-O nie! Jeżeli masz zamiar na mnie nakrzyczeć i powiedzieć mi znów, że jestem chujem i innym takim to sobie daruj. Wytrzymam bez tego.
-Chce Cię przeprosić i pogadać, ale w 4 oczy.-powiedziałam.
-Dobra. Chodź do mnie do pokoju-powiedział ciągnąc mnie za rękę.
Wpadliśmy do jego pokoju i powiedziałam:
-Przepraszam ja wcale tak o tobie nie myślę to emocje mną tak targały.
-Ja też nie powinienem być taki wścibski. Nie moja sprawa z kim wychodzisz na spacery. Nawet jeżeli jest to mężczyzna który ma żonę i synka i wychodzisz z nim na spacer o 1 w nocy.
-Grzesiek! Przecież wiesz, że to tylko kumpel. Nie mogę tego zrobić Dagmarze.-powiedziałam.
-Wiem. Tylko. Nie kłóćmy się już  o takie rzeczy. –powiedział przytulając mnie.
-Dobra.-powiedziałam.
Leżeliśmy tak z godzinę gadaliśmy i przytulaliśmy się po czym do pokoju Grześka wpadła moja babcia:
-Zenuś! Nie do wiary! Chyba miałeś rację! Oni są razem!- wpadła i wypadła moja babcia z pokoju, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Chyba pójdę im to wytłumaczyć nie chcę się pół godziny na obiedzie tłumaczyć.
-Babciu ale to nie tak! Ja go tylko przepraszałam, bo wczoraj się strasznie pokłóciliśmy.-powiedziałam
-No na pewno. Ja wiem swoje. Starszej babci nie okłamiesz.
-Ale ja Cię nie chcę okłamać.
-To po co się z nim przytulałaś?-zapytała się.
-Bo….-chciałam powiedzieć ale przerwał mi Grzesiek wpijając się namiętnie w moje usta.
-Tak ma pani rację jesteśmy razem ale nie chcemy, żeby ktoś wiedział. Zachowa pani to dla siebie. Rozumie pani. Nasza słodka mała tajemnica.-powiedział Grzesiek śmiejąc się.
-Tajemnica…Hmmm…Tajemnica. Lubię tajemnice drogi młodzieńcu. Dobrze niech będzie, że nikomu nie powiem.
-Panu Zenkowi też?-upewniał się Grzesiek.
-No wiesz…Zenek to inna sprawa.
-Proszę przyrzec.-powiedział Grzesiek.
-Przyrzekam. –powiedziała-Teraz możecie już iść i być spokojni. To zostanie między naszą trójką. –powiedziała moja babcia.
Grzesiek wziął mnie za rękę i znów poszliśmy do jego pokoju:
-Co to było?-zapytałam.
-No oszczędziłem Ci godzinnego tłumaczenia i tak pewnie twoja babcia by Ci nie uwierzyła i by każdemu powiedziała, że jesteśmy razem co jest nie prawdą, a tak to…
-Musiałeś mnie całować?-zapytałam.
-Wieeesz. Żeby było wiarygodniej.
-Grzesiek…Musze Ci coś powiedzieć
-Co tam?-zapytał.
-Bo widzisz Grzesiek ja Ci muszę powiedzieć, że od tego sylwestra nie traktu….-chciałam już powiedzieć cała prawdę gdy mama krzyknęła:
-Obiaad!
-Dokończymy po obiedzie-powiedziałam smutna i wstałam z łóżka
Weszliśmy do kuchni gdzie każdy już siedział. O dziwo Grzesiek nie siedział już koło Judyty, a koło mnie.
-To powiedz Grzesiek Ania jest bardzo zła?
-Ja nie narzekam. Mogło być gorzej. Anka i tak jest aniołem prawie. Nie licząc tego tygodnia.
-Taa…Mieliśmy trochę spięć…
-Trochę? Ty się chciałaś przeprowadzić do internatu nawet z środy na czwartek w nocy nie odbierała moich telefonów i spała u swojej koleżanki w internacie.
-Bo… Trzeba było nie zaczynać.
-Tak, a potem nawet jak się pogodziliśmy to były przez 3 dni non stop awantury. Ja już w sumie tak sobie po cichu po tych naszych awanturach siedziałem w fotelu i czekałem kiedy wpadną do nas funkcjonariusze policji.
-Taka zadyma była?-zapytała Magda.
- Prawie talerze szły. –powiedział Gregor.
-Coś czuje, że musimy wam w najbliższym czasie niezapowiedziany nalot z tatą zrobić. –stwierdziła moja mama.
-Nieee! Gregor! Po co ty to mówiłeś!
-Bo….  Sam nie wiem. Miałem taką zachciankę.
-To ty będziesz przyjmował moich rodziców. – zaśmiałam się.
- No dobra. Skończmy ten temat. No to Grześ co tam u twojej dziewczyny? Tej…- mój tata zapomniał imienia.
-Martyny… O właśnie! Mogę wam powiedzieć rymowankę o tym imieniu!
-Nie proszę Cię…-zawył Grzesiek.
-Dawaj.-powiedział wujek.
-Ale tam jest niecenzuralne słowo.
-Jedno?- upewnił się dziadek
-Tak.
-To jedziesz. – powiedział tata.
-Wszystkie Marty i Martyny to skurwysyny! – zarymowałam.
-Aniaaa! Grześkowi teraz jest smutno! - Powiedziała moja mama.
-Nie prawda. Grzesiek znał tą rymowankę Martyna zresztą już też.
-Nie żartuj sobie, że powiedziałaś tą rymowankę prosto w oczy tej biednej dziewczynie.
-Tam. Prosto w oczy od razu. Nie tam… Żadne prosto w oczy.
-Nie to raczej było tak ”Cześć. Jestem Martyna”, a Anka „Hej Ania.” Anka się odwraca idzie do pokoju i w drodze po cichu mówi wszystkie Marty i Martyny to skurwysyny.
-No i tu  przyznać musisz rację!- zaśmiałam się.
-Nie powiem przy wszystkich, że moja dziewczyna jest… dziwna. Fakt ma swoje zagrania ale jest miła i fajna i ładna…
-Ma też donośny głos nie zapomnij też o tym- zaczęłam się śmiać ale na szczęście moja rodzinka nie załapała tematu. –Zresztą ona nie ma dziwnych zagrań ona ma idiotyczne zagrania. Któregoś wieczora tak o 8 wracam z treningu i zostawiam torby w pokoju i idę do kuchni. Robię sobie herbatę i kanapki, a ta „Grzesiek jest mój odpierdol się od niego. ”
-A ty jak na to zareagowałaś?-zapytała się Judyta.
-Najpierw zaczęłam się śmiać z jej głupoty wniebogłosy ale potem… Krzyknęłam do Grześka „Weź to coś ode mnie! ” To było coś takiego! No ale! Ona zachowała się nienormalnie. Bo po pierwsze ja wtedy byłam z Bartkiem, a po drugie ja nawet nie siedziałam wtedy z Grześkiem, bo to był taki okres, że się tylko mijaliśmy, bo albo Rusek i Kamiński do Ciebie przychodzili albo jacyś tam inni.
-No zrozum dziewczynę! Taki Grzesiek zjawia się raz na milion ja to bym o niego walczyła. –powiedziała moja mama.
-To skąd ta pewność, że między nami nic nie ma?-zapytałam się.
-No bo jesteś za głupia i doceniasz wszystko dopiero jak to stracisz. Zobaczysz Grzesiek weźmie ślub, a ty będziesz mówić ”Jaka ja byłam niedorozwinięta, że z nim nie kręciłam.” –powiedziała moja mama, a ja byłam w szoku, że ona zna takie słownictwo.
-Mamo! 18 lat mam! Nie swataj mnie! Przyjdzie czas poznam kogoś nowego albo rozwinę w innym kierunku jakąś znajomość i wiesz. Teraz muszę się wyszaleć na pewno nie będę brać ślubu przed 24 rokiem życia. Zresztą Grzesiek jest dla mnie za stary. 7 lat różnicy. Trochę dużo. – powiedziałam.
-Taka różnica to nie żadna patrz ty będziesz miała 31 on 38. Nie widać. Ty masz 18 on 25. Taka różnica jest do przeżycia.
-Okey ale może serio ja nie chcę na razie nikogo mieć. Nie swataj mnie z nikim. Proszę…
-Dobra. Dzieciaki już po 15. Zacznijcie się ogarniać, bo nie zdążycie. - Zarządził mój tata.
My się zebraliśmy. Ja poszłam do mojej łazienki przy sypialni, a Grzesiu biedaczek został bez łazienki. Magda zajęła wraz z Judytą jedną łazienkę, a Dawid drugą.
-Chodź. Przygarnę Cię.
-Jak miło. Tylko, że ja muszę wziąć prysznic.
-Przez te szyby nie widać kto się kąpie ale widzisz co robią inni w łazience. Sorry wyszła bym ale nie mogę muszę włosy wysuszyć i zrobić sobie tapetę i takie tam.
-Spoko. Tylko muszę się gdzieś rozebrać. Weź sobie ręcznik rozbierz się u mnie w pokoju i przyjdź tu obwinięty ręcznikiem. Potem jak wejdziesz to się odwiniesz i położysz ręcznik na tej ściance. Proste?-zapytałam się go.
-Jesteś najlepsza i najwspanialsza. Kocham Cię. – pocałował mnie w policzek.
-Tak wiem. Jak siostrzyczkę. Wolałabym żebyś pokochał mnie jako kobietę.-powiedziałam sama do siebie pod nosem. Suszyłam włosy i nawet nie zwracałam uwagi na Grześka.
Ok. 17 30 byłam gotowa. Położyłam się do siebie na łóżko, a obok mnie zaraz pojawił się Gregor. .
-Właśnie zapomniałem Ci się pochwalić.
-Co się stało?-zapytałam.
-No wiesz. Nie jestem już z Martyną.
-Od??
-2 godzin, bo trochę Cię okłamałem, że pozwoliła mi tu jechać. Nie pozwoliła i powiedziała, że czeka do mnie do soboty do 16 jak się nie zjawie w Gdańsku to jest definitywny koniec.
-Czyli możesz dzisiaj rwać tyle ile chcesz.
-Nie raczej dziś, będę sobie siedział z tobą spokojnie siostro.
-Ej, a twoi rodzice nadal myślą, że jestem  twoją dziewczyną.
-Tak i co najgorsze namawiają mnie na zaręczyny. Masakra.
-Ja nie będę brać z tobą ślubu! Wybacz! Mogę zrobić dla Ciebie wiele wytrzeć Ci spodnie w kroku jak ubrudzisz je sosem musztardowo-miodowym albo nawet zrobić z siebie pajaca i frajera ale ślubu nie będzie.-zaśmiałam się.
-To może chociaż poudajemy , że się zaręczyliśmy, a potem ja coś sknocę i o.
-Pogadamy jutro. Teraz czas na balety i fajne dupy.- zaśmiałam się,
-Masz jakieś ładne koleżanki?
-Ja mam tylko takie.-zaśmiałam się.  
-Ej! Już czas się zbierać.- wparował do pokoju Dawid.
-Idziemy.-powiedziałam podnosząc się z łóżka- Grzesiek?
-Słucham?
-Weź mnie pilnuj żebym czegoś nie odwaliła. Znaczy odwalać mogę tylko, żebym nie zabalowała zbytni o z jakimś chłopakiem.
-Spoko.-powiedział wychodząc z pokoju.

Ja i Grzesiek pojechaliśmy z moimi rodzicami, którzy jak mówią będą pilnować nas młodzież.
A Judyta, Magda i Dawid wzięli samochód taty Magdy i Judyty i pojechali za nami.
Ok.19 byliśmy na miejscu.
-Nieźle to wygląda.- powiedział Łomacz  wchodząc.
-To dobrze.
 -Zaraz powinni się pojawiać pierwsi ludzie. Więc tu poczekajcie, a my pójdziemy zobaczyć czy wszystko gra do kuchni.
-Ok.-powiedziałam.
Usiedliśmy sobie na scenie na, której rozstawiony był sprzęt muzyczny. Potem pojawili się Dawid, Magda i Judyta, a 2 minuty po nich Marcin, Krzysiek, Olka i Kaśka.
-Sto lat! –zapiszczała Olka rzucając się na mnie.
-Dzięki.
-Hej.-uśmiechnął się Marcin.
-Czeeść! Jak ja Cię dawno nie widziałam!
-Bo dawno Cię w Bełchatowie nie było.
-Tak. Też prawda.- zaśmiałam się.
-Proszę. Od naszej czwórki.- powiedział Krzysiek wręczając mi małą torebkę na prezent.
-Dzięki. –uśmiechnęłam się.
-To co czekamy na resztę?
-Owszem. -Zaśmiałam się.
-To może w między czasie przedstawisz mi tego ów chłopaka, który za tobą stoi.
-A! Zapomniałam. Moi drodzy to jest Grzesiek. Mój przyjaciel z, którym mieszkam w Gdańsku.
-A ten o, którego Kurek był zazdrosny!- zaśmiała się Olka.
-On był zazdrosny o Grześka?! Kiedy!-zdziwiłam się.
-Mój ukochany braciszek cały czas utrzymuje kontakt z panem. K nawet się przyjaźnią i co więcej on mu powiedział po tym meczu w Gdańsku 2 tygodnie temu, że teraz to na pewno do niego nie wrócisz, bo widać, że kochasz Grześka i siedział u nas w mieszkaniu pół nocy załamany.
-Błagaaam! To takie…-zaczęłam
-Chore.-dokończył za mnie Grzesiek.
-Właśnie. – powiedziałam.
-Dobra my spadamy zająć miejsca potem się zgadamy.
-Spoko. Zajmij też dla mnie Ola. –uśmiechnęłam się.

-I dla mnie. Ale wiesz tak koło Ciebie.-puścił oczko do brunetki.